Spojrzałem na zaokrąglony kamień, który włożyła mi do ręki. Parsknąłem cicho, kiedy skończyła mówić, jakby po przetworzeniu tych wszystkich słów okazały się one dla mnie czymś niedorzecznym. Nie wypuściłem jednak przedmiotu z ręki. Zacisnąłem go delikatnie w palcach, zwieszając łokcie na zgiętych kolanach.
Chwilę milczałem zanim zdecydowałem się odpowiedzieć.
– Lepiej nie, myślę że mogłaby mnie przytłoczyć ilość tych odpowiedzi od zmarłych. – uniosłem kącik ust w rozbawieniu, zerkając na dziewczynę. – wystarczy, że ty możesz mnie słuchać, kiedy myślę że umieram.
– Adrik! – zauważyłem jak marszczy ciemne brwi, rzucając mi zdenerwowane spojrzenie. Mruknąłem pytające "hmm", czując jak z niewiadomych powodów jej nagła złość rozbawia moje wnętrze jeszcze bardziej.
Ciemnowłosa gniewnie chlapnęła zimną wodą z przychodzącej fali prosto w moją stronę.
– Następnym razem jak chociaż spróbujesz "umierać", będziesz gadać sam do siebie. – odparła zakładając ręce na piersi, w udawanym oburzeniu.
– No cóż, trochę się nagadam. – prychnąłem, kładąc plecy luźno na chłodnym piasku. Przymknąłem powieki, czując przyjemne odprężenie. Zauważyłem, że po chwili ciszy i zawahania Jolanta również położyła się obok mnie. Jej oczy skierowane były w czarne od nocy niebo, pokryte niezliczoną ilością gwiazd. Dostrzegłem gęsią skórkę na jej ręce, podrygującej delikatnie, zgodnie z nierównomiernym oddechem.
Podniosłem się powolnie, ściągając z koszuli brązową kamizelkę bez rękawów, by chociaż nią przykryć marznącą dziewczynę.
– Nie, teraz tobie będzie... – zaczęła zaskoczona, gotowa oddać dodatkową warstwę spowrotem.
– Nie będzie. – uciąłem jej słowa, wracając do poprzedniej pozycji i podkładając ręce ostrożnie pod głowę. Rana w ramieniu już nie bolała, prawdopodobnie zdążyła się zregenerować. W jej miejscu zostało jedynie miejsce delikatnego dyskomfortu, które udało mi się zignorować.
Jolanta chwilę milczała, ale mruknęła w końcu ciche "dziękuję", chowając niepewnie ręce pod materiał.
– Właściwie to... Może powinnam przy innych zwracać się do ciebie jakoś inaczej? Ludzie z wioski wiedzą już jak naprawdę się nazywasz, na pewno rozprzestrzenią tą informację. – zmieniła temat, marszcząc delikatnie brwi w zamyśleniu. Ponownie wpatrzyła się w niebo pełne gwiazd.
– Właściwie "Adrik" to nie jest moje prawdziwe imię. – odpowiedziałem niezbyt przejęty, chociaż jej pomysł wydawał się teraz sensowny. Gdybyśmy kiedyś mieli znowu znaleźć się w jakiejś wiosce, byłoby kłopotliwe dawać niczego nie świadomym ludziom pretekst na wyciągnięcie podejrzeń lub nawet domyślenie się prawdy zbyt wcześnie niż byłoby to potrzebne.
– Więc jak naprawdę masz na imię? – usłyszałem zaciekawienie w jej głosie.
– Nie pamiętam, byłem bardzo mały. Możesz coś wymyślić. – podsunąłem obojętnie.
Odpowiedziało mi krótkie, zawiedzione westchnienie, brzmiące dosłownie jakby chciała zapytać samą siebie co jeszcze tutaj koło mnie robi. Nie odpowiedziała nic innego, ale miałem wrażenie, że nie oznacza to również zaprzeczenia.