Na miękkich łapach, uginających się pod ciężarem własnego ciała dotarłam do korpusu, pozbawionego ducha. Nie mogłam się powstrzymać. Spod powiek popłynęły mi grube strugi łez, a z gardła wydarł przenikający każdy mój mięsień szloch. Leżałam teraz na martwym ciele wilczura, którego darzyłam tak mocnym uczuciem. Nie obchodziła mnie myśl o tym, że gdzieś tutaj ciągle kryją się potwory. Nie ważna była możliwość utknięcia tu na zawsze i przemienienia się w bestię. Tylko Len, którego imię mamrotałam płaczliwie przez ściśnięte gardło.
Ciało pode mną poruszyło się słabo. Nie... Nie prawda. Zignorowałam. To tylko moja wyobraźnia. Chciałabym, żeby obudził się i był żywy, całkowicie zdrowy... Tak się jednak nie stanie, bo... Bo przecież...
Nie potrafiłam dokończyć nawet myśli, kiedy znów poczułam delikatny ruch. Odsunęłam się szybko, zdziwiona. Ciało basiora podniosło się i teraz stało naprzeciw mnie. I było niezaprzeczalnie żywe. On...
— Len! Ty żyjesz! — Nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. W przypływie szczęścia zamerdałam swoim ogonem.
— Głupia. — Usłyszałam od alfy. Miał mi coś... za złe? Jego głos tak brzmiał. Zrobiłam coś nie tak? Przecież nie chciałam, żeby to stało się w ten sposób. — Chciałaś oddać mi życie podczas gdy ja mam ich więcej od ciebie. Nie przyszedłem tutaj po to, żebyś to robiła.
Wgapiałam się w niego w szoku. Nie po to, żebym ja mu oddała życie..? W jednym kroku pokonałam dzielącą nas odległość i przywarłam do pyska samca. Czułam się szczęśliwa. Mruknęłam, kiedy basior odwzajemnił pocałunek.
Przez atmosferę formującą się teraz w pokoju przebił się basowy pomruk, od którego zadrżała posadzka i ściany. Wymieniłam się z alfą zdziwionymi spojrzeniami. Dopiero teraz przypomniałam sobie w pełni w jakim miejscu się znajdujemy. Pyk... Cisza. Pyk... Pochodnie jedna po drugiej zaczynały gasnąć. Gdzieś z boku zajęczała żałośnie metalowa furta. Nim pochodnie wydały swoje ostatnie tchnienia razem z Lenem w biegu opuściliśmy komnatę. Coś za nami było. Czułam adrenalinę, która burzyła moją krew. Pokonywaliśmy ten czarny korytarz kiedy rozległ się za nami donośny ryk. Spojrzałam w biegu w tył. Ciemna, nieprzenikniona masa przypominająca kształtem panterę była zaledwie kilka niewielkich metrów za nami. Niemal czułam jej charczący oddech na swoim futrze. Zdałam sobie sprawę, że Len znów użył swojej mocy, kiedy istota za nami wydała przepełniony bólem warkot. A później jeszcze przyspieszyła bieg.
— Geviela, pospiesz się! — Przez całe zamieszanie wypełniające teraz mój umysł przedarł się głos alfy.
Spojrzałam przed siebie. Było widać już metalową bramę. Przyspieszyłam, choć czułam, jak zmęczone są moje łapy. Gwałtowny ruch powietrza za nami. Ledwo co udało mi się uskoczyć przed szponami potwora. Cisnęłam w jego stronę skupionym powietrzem, które że świstem rozorało jedno z ramion stwora. Usłyszałam jego krzyk, ale nie wzbudził u mnie żalu. Minęliśmy wyjście. Len próbował jak najszybciej zamknąć kraty. Klucz drżał w jego łapach, gdy starał się przekręcić go w zamku. Metal drżał ale nie chciał się ruszyć. Demon z lochów uderzył w żelastwo. Złoty ledwo zdołał powstrzymać go przed otworzeniem przejścia. Zareagowałam instynktownie. Przełożyłam łapy przez kraty i dotykając bestii zaczęłam myśleć o chłodzie. Poczułam szczypanie na poduszkach łap. Powstrzymałam się przed cofnięciem. Czarna maź pokrywająca ciało potwora drażniła moją skórę. Usłyszałam pisk. Otworzyłam oczy robiąc krok w tył. Wzięłam głęboki wdech. Przednia część korpusu stwora pokryta była lodem. Próbował się ruszyć ale nie mógł.
— Udało się... — Wyszeptałam zachwycona.
Patrzyłam to na potwora to na Lena. Alfa uśmiechnął się z satysfakcją i nachylił w moją stronę, następnie złączając nasze wargi w ciepłym pocałunku. Zaskoczona wzięłam głęboki oddech. Odwzajemniłam krótko by zaraz cofnąć się z zawadiackim uśmiechem na pysku.
— Złap mnie! — Wyrwałam mu klucz i popędziłam w stronę wyjścia.
Biegłam ze śmiechem, ogarnięta dziwną radością. Złoty był za mną. Słyszałam go. Zaśmiałam się wybiegając na powierzchnię. Już miałam uciekać dalej, kiedy basior nagle mnie potrącił. Straciłam równowagę i przekoziołkowałam po ziemi.
— Mam cię. — Nade mną rozległ się głęboki pomruk samca.
— Jeszcze nie. — Zaśmiałam się i przemieniłam w człowieka. Zaczęłam czołgać się pod Lenem. Wisior kołysał się teraz na mojej nagiej szyi.
Ciało pode mną poruszyło się słabo. Nie... Nie prawda. Zignorowałam. To tylko moja wyobraźnia. Chciałabym, żeby obudził się i był żywy, całkowicie zdrowy... Tak się jednak nie stanie, bo... Bo przecież...
Nie potrafiłam dokończyć nawet myśli, kiedy znów poczułam delikatny ruch. Odsunęłam się szybko, zdziwiona. Ciało basiora podniosło się i teraz stało naprzeciw mnie. I było niezaprzeczalnie żywe. On...
— Len! Ty żyjesz! — Nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. W przypływie szczęścia zamerdałam swoim ogonem.
— Głupia. — Usłyszałam od alfy. Miał mi coś... za złe? Jego głos tak brzmiał. Zrobiłam coś nie tak? Przecież nie chciałam, żeby to stało się w ten sposób. — Chciałaś oddać mi życie podczas gdy ja mam ich więcej od ciebie. Nie przyszedłem tutaj po to, żebyś to robiła.
Wgapiałam się w niego w szoku. Nie po to, żebym ja mu oddała życie..? W jednym kroku pokonałam dzielącą nas odległość i przywarłam do pyska samca. Czułam się szczęśliwa. Mruknęłam, kiedy basior odwzajemnił pocałunek.
Przez atmosferę formującą się teraz w pokoju przebił się basowy pomruk, od którego zadrżała posadzka i ściany. Wymieniłam się z alfą zdziwionymi spojrzeniami. Dopiero teraz przypomniałam sobie w pełni w jakim miejscu się znajdujemy. Pyk... Cisza. Pyk... Pochodnie jedna po drugiej zaczynały gasnąć. Gdzieś z boku zajęczała żałośnie metalowa furta. Nim pochodnie wydały swoje ostatnie tchnienia razem z Lenem w biegu opuściliśmy komnatę. Coś za nami było. Czułam adrenalinę, która burzyła moją krew. Pokonywaliśmy ten czarny korytarz kiedy rozległ się za nami donośny ryk. Spojrzałam w biegu w tył. Ciemna, nieprzenikniona masa przypominająca kształtem panterę była zaledwie kilka niewielkich metrów za nami. Niemal czułam jej charczący oddech na swoim futrze. Zdałam sobie sprawę, że Len znów użył swojej mocy, kiedy istota za nami wydała przepełniony bólem warkot. A później jeszcze przyspieszyła bieg.
— Geviela, pospiesz się! — Przez całe zamieszanie wypełniające teraz mój umysł przedarł się głos alfy.
Spojrzałam przed siebie. Było widać już metalową bramę. Przyspieszyłam, choć czułam, jak zmęczone są moje łapy. Gwałtowny ruch powietrza za nami. Ledwo co udało mi się uskoczyć przed szponami potwora. Cisnęłam w jego stronę skupionym powietrzem, które że świstem rozorało jedno z ramion stwora. Usłyszałam jego krzyk, ale nie wzbudził u mnie żalu. Minęliśmy wyjście. Len próbował jak najszybciej zamknąć kraty. Klucz drżał w jego łapach, gdy starał się przekręcić go w zamku. Metal drżał ale nie chciał się ruszyć. Demon z lochów uderzył w żelastwo. Złoty ledwo zdołał powstrzymać go przed otworzeniem przejścia. Zareagowałam instynktownie. Przełożyłam łapy przez kraty i dotykając bestii zaczęłam myśleć o chłodzie. Poczułam szczypanie na poduszkach łap. Powstrzymałam się przed cofnięciem. Czarna maź pokrywająca ciało potwora drażniła moją skórę. Usłyszałam pisk. Otworzyłam oczy robiąc krok w tył. Wzięłam głęboki wdech. Przednia część korpusu stwora pokryta była lodem. Próbował się ruszyć ale nie mógł.
— Udało się... — Wyszeptałam zachwycona.
Patrzyłam to na potwora to na Lena. Alfa uśmiechnął się z satysfakcją i nachylił w moją stronę, następnie złączając nasze wargi w ciepłym pocałunku. Zaskoczona wzięłam głęboki oddech. Odwzajemniłam krótko by zaraz cofnąć się z zawadiackim uśmiechem na pysku.
— Złap mnie! — Wyrwałam mu klucz i popędziłam w stronę wyjścia.
Biegłam ze śmiechem, ogarnięta dziwną radością. Złoty był za mną. Słyszałam go. Zaśmiałam się wybiegając na powierzchnię. Już miałam uciekać dalej, kiedy basior nagle mnie potrącił. Straciłam równowagę i przekoziołkowałam po ziemi.
— Mam cię. — Nade mną rozległ się głęboki pomruk samca.
— Jeszcze nie. — Zaśmiałam się i przemieniłam w człowieka. Zaczęłam czołgać się pod Lenem. Wisior kołysał się teraz na mojej nagiej szyi.
Len?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz