Razem z wilczą rodzicielką wędrowałam już całkiem długi czas. Wyruszyłyśmy pod koniec ciepłej pory, a ciągle parłyśmy do przodu. Do watahy, którą znała dawniej Mel Silvestrea, choć wszyscy tutejsi pamiętali ją raczej pod imieniem Heather, dotarłyśmy zaledwie wczorajszego wieczoru. A i tak nie przeszło bez problemów. Były one całkiem spore.
Moja matka wiedziała, że ponad dwadzieścia księżyców temu następował tu jakiś bunt, rozłam. Wilki coraz bardziej się że sobą żarły. Wtedy też je opuściła, z sobie tylko znanych powodów, a przynajmniej ja ich nigdy nie usłyszałam, więc nie wiedziała jak się sprawy miały. Wczoraj miałyśmy okazję się przekonać. Dotarłyśmy do znajomych jej wilków. Lub też, na nasze szczęście to my właśnie przez nich zostałyśmy znalezione. Nie wiem jak wszystko by się potoczyło, gdyby przyszło nam natknąć się na kogoś innego. Spotkanymi osobnikami okazała się być dawna para Alfa, dowodząca Watahą Czarnej Perły - Jeffrey oraz Hikaru. Taka radość ze strony mojej matki była dla mnie niecodziennym widokiem. Zachowywała się niemal jak szczenię, co dla mnie było nieco... odrażające.
Prawie że nie słuchałam o czym rozmawiają. Jednym uchem wpadało, drugim uciekało. Nie mogłam nic na to poradzić. Nawet kiedy sama zostałam już włączona do rozmowy nie mogłam się na niej skupić. Ciągle towarzyszyło mi jakieś dziwne, nieprzyjemne... wrażenie.
Jedyne co zdołałam wtedy zrozumieć, to to, że stara wataha już nie istniała. Została rozbita i podzielona na plemiona, według żywiołów, którymi dysponują tutejsze wilki. Ja, uznawana byłam za wilka powietrznego, mimo, że nie posiadałam skrzydeł. Sama wiedziałam, że nie jest to do końca prawda. Istniał też podział na pomniejsze żywioły i to do nich należałam ja, oraz moja mama. Sporo się jednak różniłyśmy w naszych talentach i zdolnościach. Obie pochodziłyśmy z Mroku, jednak na różnych zasadach. Heather tutaj najbardziej pasowała do ziemnych wilków i czy tego chciałyśmy, czy też nie, musiałyśmy się rozdzielić. Plemię Powietrza oraz Ziemi dzielił konflikt, choć nawet on nie byłby w stanie zniszczyć tego, co nas łączy. Mogłyśmy na siebie liczyć.
Z dalszej rozmowy się urwałam. Postanowiłam odnaleźć wilka dowodzącego plemieniem powietrza, by dołączyć w jego szeregi. Rozmowa z Alfą okazała się trudna i wymagająca. Nie potrafiłam zrozumieć wszystkiego co się tu działo, jednak wolałam nie dzielić się z nim moimi obiekcjami. Prawo mówi, że trzeba być wiernym swojej watasze, sumienie natomiast, by żyć w zgodzie ze sobą. Za to ja, że wszystkie te plemiona stanowiły kiedyś całość. A to oznacza, że pomiędzy nimi nie można ich też zdradzić. Te wilki chyba zapomniały, że były kiedyś nie podzielonym bytem. Rodziną. A moje stanowisko mogło pomóc mi uświadomić to im wszystkim...
< Ktoś chętny? C: >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz