Od Jolanty do Adrika #36

Uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Faktycznie miałam mu wtedy opowiedzieć. Nawet myślałam przez chwilę wcześniej co i w jaki sposób powiedzieć. Jednak na samo pytanie zebrana wypowiedź uciekła mi z głowy. Z powodów, które nie do końca rozumiałam sama z siebie chciałam nawet przyznać mu się do tego, co ukrywałam przed większością rówieśników. Może przestawało mieć to tak wielkie znaczenie.

— Przyjechałam tu z Aries. Trochę... Po kryjomu. — Spuściłam głowę, jakby ktoś przyłapał mnie na robieniu czegoś złego. Czułam zażenowanie przyznając się do własnego postępowania. — Nerge przyjechał tu z mojej winy. Chodziliśmy do tej samej szkoły, opiekowaliśmy się sobą nawzajem. Właściwie może gdyby nie on, nie miałabym odwagi faktycznie tu przypłynąć. Pewnie bym stchórzyła tuż przed wejściem na statek.

Parsknęłam cicho na myśl, jak łatwo mogłam uniknąć mojego obecnego losu i wszystkich problemów, które z tego wyniknęły. Zaraz kontynuowałam wypowiedź:

— Praktycznie całość mojej rodziny jest na Aries. Większość. Moja mama pochodzi stąd, ale po poznaniu taty przeniosła się na kontynent. Babcia i dziadek zostali tutaj. Odkąd wybuchł ten cały... wirus - bo tak na Aries mówiono o tym co się tutaj dzieje — wyjaśniłam — praktycznie straciliśmy kontakt. Przynajmniej odkąd... zaczął się dużo "złośliwiej" rozprzestrzeniać. Rodzice zabronili mi chociaż spróbować kontaktować się z dziadkami. Byłam... Bardzo naiwna — zaśmiałam się z niesmakiem i spojrzałam na naukowca. — Myślałam, że będę jakimś wyjątkiem, wspaniałym dzieckiem, które odkryje jak działa ten wirus, wynajdzie cudowny lek i uratuje mieszkańców Aralun. Chciałam też zobaczyć się w końcu z babcią. Mam wrażenie, jakbym nie widziała jej już całe wieki. Chciałam wiedzieć czy jest bezpieczna no i... tęsknię za nią po prostu. Mieszka w wiosce Hores, ale nawet nie udało mi się tam dotrzeć. Rzeczywistość tego miejsca zbyt mocno się różniła od tego, czego się z Nerge spodziewaliśmy. Więc... Utknęliśmy tutaj. Dość szybko dowiedzieliśmy się, że Stare Miasto nie będzie dla nas bezpiecznym miejscem jako schronienie. Spotkaliśmy też na swojej drodze myśliwego, który zgodził się nam pomóc. Na tyle ile był w stanie i przynajmniej na jakiś czas. Zostaliśmy z nim na trochę w jego chatce - tej, gdzie nas znalazłeś. Mieliśmy zostać u niego aż odpowiednio zaopatrzymy się do drogi. Miał też spróbować zorganizować nam bezpieczną przeprawę. Któregoś dnia po prostu nie wrócił. Nie sądzę żeby jeszcze miał... Więc zostaliśmy w jego domu. Tak naprawdę od tamtej pory coraz bardziej odwlekaliśmy podróż. Nawet, kiedy ktoś wędrował obok, finalnie nie szliśmy z nim. A potem... Przed chatką pojawiłeś się ty — ściszyłam głos — i wszystko jeszcze bardziej się pozmieniało.

Na chwilę zapadła cisza. Zwolniłam kroku, a w końcu zatrzymałam się. Adrik zrobił to samo, zauważając, że zostaję w tyle. Potarłam własne ramię, próbując rozluźnić zesztywniałe mięśnie.

— Właściwie to... Mam na imię Jolanta. — Powoli wyciągnęłam w jego stronę dłoń w geście powitania. Zdobyłam się na nikły uśmiech na spiętej twarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon