Chciałam tylko przejść przez skrawek opuszczonych terenów. Byłam już za terytorium Powietrza, a miałam dotrzeć do granicy z Ziemią. Planowałam spotkać się z Heather. Widziałam ją co prawda niedawno, jednak poprosiła mnie o pomoc przy zdobyciu ziół do jakiegoś wywaru. Nie zdążyła mi jeszcze nawet powiedzieć jakie działanie ma mieć ów napój i jakie składniki powinnam znaleźć, dlatego jej szukałam, by jak najszybciej to załatwić.
W moim życiu chyba nic nie może jednak pójść prosto i gładko. Kiedy zamyślona zbliżałam się już do opuszczonych terenów, nagle za sobą usłyszałam czyjś głos:
— Witaj, piękna pani. Czegoż to tutaj poszukujesz?
Ledwo udało mi się powstrzymać gwałtowne wzdrygnięcie. Za to poczułam jak po grzbiecie przebiegają mi ciarki zdenerwowania. Odwróciłam się w stronę źródła dźwięku. W niewielkim odstępie ode mnie, stał wyższy, dumnie wyprostowany basior o sierści przypominającej barwą złoto. Miał on raczej delikatną posturę jak na samca, przez co chwilę zastanawiałam się, czy nie jest to wilczyca. Od tego domysłu odwiodła mnie barwa jego głosu i dziwny błysk odbijający się w zielonych ślepiach. Poza tym, złota, poszarpana przez powietrze i krzewy, gęsta, złota grzywka opadająca na oczy. Liczył prawdopodobnie podobną ilość księżyców co ja.
— Kim jesteś? — wydobyłam z siebie niepewnie. Postanowiłam zignorować wcześniejsze pytanie wilka. Przekszywił na bok pysk, na którym zagościł szeroki uśmiech.
— Sojusznikiem, Wilkiem Ognia, moja droga. Bez obaw. — Odpowiedział spokojnie, z dużą pewnością siebie.
Sposób, w jaki do mnie mówił i słowa, którymi mnie określał sprawiły, że poczułam się dość niezręcznie. Nie miałam też przez to ochoty by się przedstawiać. Bo... nie. Wydawał się dziwny. Bardzo. Dziwny. Może to jedynie takie pierwsze wrażenie. Mówi się jednak, że to ono jest najważniejsze. A ten tutaj osobnik, nie wywarł na mnie zbyt dobrego.
Stwierdził, że skoro jest Wilkiem Ognia, nie muszę się go bać. Dla mnie to było jednak... tak jakby kpił sobie z innych? Być może odbieram to w nieodpowiedni sposób. Należę do watahy dopiero trzeci dzień i ciągle bardzo niewiele tutaj poznałam, ale wydaje mi się, że relacje pomiędzy konkretnymi plemionami są naprawdę mocno napięte. Nikt nie chce się też w jakikolwiek sposób pozbyć tych stereotypów, które zapanowały. Boję się, że jeśli tak dalej pójdzie, to sama je przyjmę i uznam za prawdziwe, choć nawet nie poznam konkretnych wilków i ich osobowości. Będę miała uprzedzenia tylko i wyłącznie dlatego, że należą do pozornie wrogiego plemienia.
Delikatny zefirek powiał zza mnie, łagodnie poruszając moją sierścią pod włos. Było to przyjemne uczucie delikatnych łaskotek. Jednak gdyby wiatr był silniejszy, z pewnością by mi się to tak nie podobało. Zauważyłam, że na pysku mojego towarzysza zagościła dziwna ekspresja.
Skinęłam jedynie na słowa wilka. Mając ciągle w głowie sprawę, którą powinnam załatwić powiedziałam stosunkowo cicho:
— Przepraszam cię, ale muszę już iść.
— Może mógłbym pannie towarzyszyć? — Spytał wracając już do uśmiechania się.
Początkowo znów poczułam się skrępowana przez język, którego używał basior, odruchowo chciałam mu też odmówić, jednak głowę zalała mi niepewność. Mimowolnie spojrzałam na ziemię, obserwując własne łapy. Czy to nie byłoby dziwne, że chodzę po tych terenach? W końcu było to już poza plemieniem Powietrza... Moja niewielka wiedza na ten temat bardzo mnie irytowała. Przydałaby mi się teraz. Nie miałam jednak także zbytniej ochoty na dalsze towarzystwo. Głównie z celów jak sądzę wiadomych. Szłam spotkać się z matką. Może powinnam obrać inny kierunek, na wszelki wypadek? Nie. Mam co robić i wolę załatwić to wcześniej niż później.
— Nie... Naprawdę, wolałabym nie. — Moja niepewność znalazła swoje odbicie w głosie.
Wyminęłam zielonookiego i ruszyłam nerwowym truchtem w dalszą drogę. Nie żegnałam się. Walczyłam ze sobą, by przedwcześnie nie sprawdzić, czy ktokolwiek za mną nie idzie. W szczególności tamten basior. Skoro był ognistym wilkiem, byłaby mała szansa, by przymknął oko na takie spotkanie wader z podzielonych konfliktem plemion. Będę musiała zachować ostrożność. Szczególnie teraz.
< Leonardo? ^ ^ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz