Od Gevieli Cd Len'a

Przednie łapy trzymałam już zanurzone w zimnej wodzie, kiedy basior powstrzymał mnie przed dalszym wejściem w głębinę. Nie mam pojęcia czego tak właściwie mieliśmy szukać ale przez własną ciekawość byłam gotowa za nim podążyć. Cofnęłam się do skalistego wybrzeża przez ułamek sekundy skupiając się na drobnych kropelkach wody osiadłych na mojej sierści.
Przyjrzałam się bardziej samcowi. Wciąż wydawał się jakiś oddalony, kompletnie niepodobny do tego osobnika z każdego wcześniejszego spotkania, jednak pomimo to zdawał się mocno zmotywowany do działania.
Nie lubi wody... Informacja automatycznie zapisała się w moim mózgu. Nie wiem czemu. Jakoś zwykle to właśnie takie, bardziej szczegółowe informacje lepiej zapadają mi w pamięć a podstawy w mig z niego znikają umykając w bezdenną pustkę. Wracając... Szczerze mówiąc zdziwiła mnie ta podana przez samca informacja. Nie spodziewałam się, że będzie próbował się usprawiedliwiać. Po prostu nie, bo nie. Okazuje się jednak, że co ja tam mogę wiedzieć.
— Niech będzie. — Przytaknęłam z lekkim ociąganiem. Wolałam nie drążyć tematu.

~*~

Szukaliśmy przez wiele godzin. Obeszliśmy nowo powstałą plaże kilkukrotnie w poszukiwaniu jakiegokolwiek wyjścia. Przetrząsnęliśmy również część terenów plemienia Ciszy. Nic. Nie znaleźliśmy niczego.
Dopiero następnego wieczora znów spotkaliśmy się w celu poszukiwań. Chyba żadne z nas nie wierzyło, że może istnieć inna droga. Alfa musiał mieć tego świadomość, bo niemrawym tempem kierował się w stronę klifów.
— Przeszukamy wybrzeże. — Odezwał się basior patrząc wciąż przed siebie.
— Znowu..? — Jęknęłam. Nie oczekiwałam jednak odpowiedzi. — Co, jeśli nie ma żadnej innej drogi?
Nie odpowiedział. Widziałam za to, jak mocno zaciska swój pysk. Najwyraźniej nie potrafił dopuścić do siebie takiej możliwości. W powietrze rozniosła się metaliczna woń krwi, której struga ściekała z warg Alfy. Zbyt mocno musiał je zagryźć naruszając cienką skórę. Zaobserwowałam u niego takie zachowanie zaledwie wczoraj, kiedy doszło do podobnych sytuacji kilkakrotnie.
Krajobraz zmienił się dość szybko pozostawiając za nami ścianę karłowatych drzewek i wysokich traw, a z przodu kamienne równiny wymieszane z niewielką warstwą ziemi. Im bliżej wody tym więcej pojawiało się piasku. Po raz kolejny zaczęliśmy z uwagą przechadzać się po plaży i klifach. Ciepło powoli opuszczało już materie wystawione wcześniej na działanie słońca i teraz stawały się przyjemnie chłodne.
Po paru minutach samiec oddzielił się ode mnie, byśmy sprawdzili większą część terenów. Ja poruszałam się bliżej wody, natomiast Złoty szukał w obrębie drzew.
Po raz kolejny potrząsnęłam pyskiem, kiedy usłyszałam entuzjastyczne wołanie.
— Hah, znalazłem!
Otworzyłam szeroko ślepia. Odwróciłam się w stronę głosu i pędem tam pognałam. Namierzenie przywódcy poszło dość szybko. Stał pomiędzy krzewami zlewającymi się swoją barwą ze żwirem oraz... jaskinią!
— Myślisz, że... — zaczęłam jednak samiec mi przerwał z pełnym dumy uśmiechem na pysku.
— Trzeba sprawdzić. Idziemy.
Nie zamierzał się poddać. Czegokolwiek szukał, musiało to być coś bardzo ważnego, na czym mu zależało. Westchnęłam ciężko.
Ruszyłam krok za basiorem zaraz zrównując się z nim tempem. Kiedy tylko zostaliśmy otoczeni przez skały, poczułam obejmujący mnie chłód. O ile dla mnie było to całkiem przyjemne uczucie, nie mam pojęcia jak czuł się z tym Alfa. W końcu należał wcześniej do Plemienia Ognia, co w znacznym stopniu definiuje jego żywioł. W dodatku potrafi też topić tworzony przeze mnie lód.

~*~

Minęło kilka godzin ciągłego błądzenia po korytarzach, które Złoty odkrył w jaskini, zanim nareszcie wydostaliśmy się na powierzchnię. Już wcześniej dało się wyczuć nieco cięższe, przepełnione tlenem i zapachem natury powietrze. Teraz staliśmy u wyjścia z groty, przed sobą mając widok na gęste, pokrywające się zielenią drzewa oraz kwitnące kwiaty. Jedno było pewnie - musiało się udać. Dotarliśmy do Ziemi.
— Odpocznijmy... zanim pójdziemy dalej... — Wysapałam zmęczona do towarzysza.
Wilk spojrzał na mnie krytycznym wzrokiem jednak pokiwał na zgodę. Sam również musiał być już zmęczony.
— Za kilka godzin musimy iść dalej. -stwierdził krótko.
Skinęłam jedynie pyskiem i ułożyłam się pod jedną z kamiennych ścian, ciesząc się z pozostałego tutaj cienia. Za to Złoty oddalił się na niewielką odległość, kładąc się w osłoniętym od drugiej strony miejscu. Zarośla chroniły to miejsce, oraz obecnie nas również, przed cudzym wzrokiem. Chwilę obserwowałam Alfę, by zaraz na powrót odwrócić wzrok. Wątpliwości zaczęły mnie szukać. Poruszyłam się odrobinę by znaleźć wygodniejszą pozycję. Łapy nieco piekły mnie od całej tej przebytej drogi, jednak pod naporem senności szybko o tym zapomniałam i odeszłam do krainy smętnych wędrówek.
Tym co przywróciło mnie do przytomności było niezdecydowane szturchniecie w bark. A po nim następne. Mocniejsze i dużo pewniejsze.
— Hej... Obudź że się! — zdenerwowany głos rozniósł się pod moją czaszką.
Odskoczyłam gwałtownie od napastnika dopiero po kilku sekundach uświadamiając sobie, że jest to złotooki basior. Mój wzrok był nieco zamglony a oczy wilgotne jednak nie miałam wątpliwości co do osobnika koło mnie. Zarejestrowałam, że na zewnątrz słońce stoi już wysoko na niebie. Natychmiast wróciłam jednak do basiora. Miał dziwny wyraz. Wydawał się zły, co było prawdopodobnie dobrym spostrzeżeniem, jednak w jego spojrzeniu, skierowanym we mnie, dostrzegłam też coś niby niepewność.
— Zaspałam? — spytałam nie wiedząc za bardzo o co chodzi.
— Ciągle się szamotałaś. — wyjaśnił nie swoim tonem — Jakby śniło ci się coś... złego.
Nie potrafiłam załapać o co mogło mu chodzić. Za to jego słowa kogoś mi przypomniały. Moją ciocię. Uhsa również mówiła, że widziała u mnie podobne zachowania. Może te nocne mary, których niemal nigdy nie pamiętam również są wizjami? Albo koszmary, które przeżywam za każdym razem gdy zasnę. Zamiast zwykłych snów.
— Nie pamiętam żeby cokolwiek mi się śniło. — Zaprzeczyłam zamyślona. Basior skinął potakująco, mrużąc przy tym ślepia.
— Kiedy zobaczysz coś niepokojącego od razu mi o tym powiedz. — odsunął się na niewielką odległość.
Dopiero usłyszawszy moją twierdząca odpowiedź samiec odwrócił się w stronę otwartej przestrzeni. Najwyraźniej wracając do swojego zwykłego 'ja' pogonił mnie żebym się pospieszyła. Korzystając z tego, że ja kilka razy przebywałam już na terenach Plemienia Ziemi a Alfa dobrze orientował się w jakich miejscach przypuszczalnie mogła znajdować się biblioteka, poszukiwania nie trwały tak długo jak mogłam się tego spodziewać. Ukryty, zarośnięty budynek idealnie komponował się z otaczającą go zielenią. Nie był zbyt wysoki za to sprawiał wrażenie jakby zapadał się pod grunt.
Przez cały czas towarzyszyła nam kująca w uszy cisza. W okolicy nie było żywego ducha. Roztaczające się zapachy plemiennych wilków wskazywały na to, że ostatni raz byli tu kilka godzin temu. O tej porze większość była zapewne zmorzona snem. Sama również z pewnością bym to teraz robiła, gdyby nie intrygująca sprawa, w której Złoty pragnął znaleźć tą bibliotekę.
Ze wzmożoną ostrożnością pokonaliśmy próg budowli i cicho przechodziliśmy pomiędzy masywnymi, uginającymi się pod ciężarem ksiąg i zwojów regałów. Trzeba było wykorzystać nieobecność właścicieli.
— Czego konkretnie szukamy? — spytałam basiora gdy przystanęliśmy przy jednej z półek.
— Sam to znajdę. — rzucił szorstko w moim kierunku.
Przez chwilę patrzyłam jak prężnym krokiem oddala się w stronę jednego z rzędów uważnie przeglądając jego zawartość. Dobra! Nie chce powiedzieć to nie! Fuknęłam cicho pod nosem. Mimo to, niedługi czas czekałam jeszcze aż może da mi jakieś wskazówki. A skoro do tego nie doszło sama zainteresowałam się zbiorami. W końcu, dlaczego miałabym marnować taką okazję? Zauważyłam jedynie, że samiec przystanął koło jednego z regałów. Poświęcał mu chyba więcej czasu niż pozostałym, postanowiłam to jednak zignorować. To nie moja sprawa, dopóki sam mnie nie zaangażuje. A jak na razie raczej mnie odsunął. Widocznie miałam tylko pomóc znaleźć mu to miejsce, ale nie miało to ze mną żadnego większego związku.
Dotknęłam łapą jednego z pism. Na grzbiecie, pismem runicznym zaszyfrowany został tytuł: "Sny jako marzenia." Huh... jakże naiwnie. Autor chyba musiał się pomylić, bo nie wydaje mi się, by to, co ja przeżywam po zamknięciu powiek, to marzenia. Z czystej ciekawości miałam wyciągnąć księgę spośród innych, kiedy dobiegł mnie dobrze znany głos:
— Zmienna Runa? — zaszokowany ton mojej matki uderzył mnie niczym bicz powietrza.
— Mel Silvestrea... — odezwałam się cicho. Niepewnie. Nikt miał nas przecież nie przyłapać, a zrobiła to akurat moja mama.
— Myślałam, że dałam ci jasno do zrozumienia, że masz tu już więcej nie przychodzić, Geviela. Zdra... — Przybliżająca się wadera zamilkła nagle, gdy gdzieś za mnie wychynął powoli młody Alfa.
Spojrzałam na niego kątem oka. Obserwował nas uważnym spojrzeniem, podchodząc bliżej. Ślepia mojej matki rozbłysły gwałtownie, kiedy uświadomiła sobie co jest grane. Ostry, ganiący wzrok przeszył mnie na wylot. Zaczęła rozchylać wargi chcąc się odezwać.
— Heather!
Głośny krzyk przerwał chwilę napięcia. Ciemnobrązowy basior wyłonił się zza zakrętu pędząc prosto w naszą stronę. Razem ze Złotym wymieniłam krótkie spojrzenie. Natychmiastowo się zrozumieliśmy. Wyminęliśmy moją zastygłą w miejscu rodzicielkę i pędem skierowaliśmy się w stronę wejścia. Ziemny wilk niemal przeciął naszą drogę ucieczki, jednak Alfa sięgając do niego odrzucił napastnika na bezpieczną odległość. Rozrywający uszy pisk. Szczeknięcie. Mel chyba sama dołączyła do pogoni.
Wypadliśmy na zewnątrz szybciej, niż kiedykolwiek bym potrafiła. Nawet się nie obracaliśmy. Spojrzałam jedynie na basiora, któremu towarzyszyłam. Skupiony, zawzięty wzrok utkwiony był gdzieś przed nami. Jego pewna siebie postawa dodawała odwagi również mi.
Ostatni raz moje uszy zarejestrowały dźwięki innych wilków kilka minut temu, jednak wciąż się nie zatrzymywaliśmy. Szybko zaczęło brakować mi tchu. Co chwilę zahaczałam łapą o korzonki roślin. Las, przez który biegliśmy zaczynał się powoli przerzedzać. Przed nami pozostała jedynie mała ilość krzewów. Przedarliśmy się przez nie w tempie równym biegowi i już, już mieliśmy kontynuować, kiedy grunt ustąpił mi pod łapami. Twardo wylądowałam na ziemi niemal dwa metry niżej, turlikając się przy tym kilkukrotnie po stromym zboczu. Przewróciłam się na brzuch i uniosłam niewiele pysk rozglądając się dookoła. Mój wzrok przez chwilę nie potrafił się skupić, tworząc różne wiry na obrazie, jednak w końcu zdałam sobie sprawę z tego, że wpadliśmy do czegoś przypominającego fosę. W niewielkiej odległości znajdował się Alfa, który dochodził powoli do siebie. Widząc jak wstaje sama również zaczęłam się podnosić. Chyba zaraz zwymiotuję... Potrząsnęłam energicznie pyskiem chcąc odgonić mdłości. Stając na własnych łapach czułam jak trzęsą się ze zmęczenia. Wszystkie mięśnie niemal mnie rwały. Teraz, kiedy adrenalina zaczęła mnie opuszczać stałam się naprawdę wyczerpana.

<Len? Teraz od Ciebie wszystko zależy ^^ >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon