Od Gevieli Cd Len'a

W milczeniu słuchałam słów Alfy. Lilian... Chodziło o Rin? Musiał mówić o niej. Zdałam sobie sprawę z tego, jak niewiele wiedziałam o wilku znajdującym się obok mnie. Wilku, który był moim przewodnikiem. O wilku, który prowadził swoje plemię żelazną łapą, ale zawsze starał się dbać o podwładnych. Wilku, który był ojcem moich szczeniąt. Co więcej, był dla mnie ważniejszy niż ktokolwiek mógłby zapewne sądzić. Czy to nie naturalne, że chciałam go poznać? Znać jego przeszłość, historię. Nigdy o tym nie mówił...
— Zabiłem ją. Jeszcze jako Leonardo... ten mały, słaby szczeniak, który przepadł wraz z jej truchłem w piekielnym ogniu.
...ale czasem miałam wrażenie, że wolę nie wiedzieć wszystkiego.
Leonardo... Otworzyłam szerzej oczy. Ten, o którym słyszałam. W koszmarze. Od dziwnego basiora o krwistych ślepiach. A Len jest Leonardem... Czułam jak umysł zasnuwa mi się mgłą. Tak wiele myśli nagle zaczęło się w mojej głowie próbować ułożyć. Ale ciągle coś nie wychodziło. Nie mogłam znaleźć rozwiązań. Słowa tajemniczego wilka ciągle pojawiały się w mojej głowie. "Leonard zabija". Zdążyłam już o tym na jakiś czas zapomnieć, a teraz to wróciło. Nie miałam pojęcia, co miało to oznaczać. Te dwa wyrazy miały opisywać jego przeszłość, czy przyszłość?
Z rozmyślań wyrwał mnie śmiech. Wzdrygnęłam się. Trwał nieprzerwanie. Szyderczy. Zamrugałam kilkakrotnie. Chyba nigdy nie słyszałam u niego takiego śmiechu. Jednocześnie wydawał mi się brzmieć całkowicie inaczej niż dawniej. Jakby był czystszy. A może po prostu już się przyzwyczaiłam i nie potrafię rozpoznać w jego uśmiechu czegokolwiek złego?
Po chwili się ogarnęłam. Zauważyłam, że z jego wargi wypływa struga lepkiej krwi. Pomimo to wciąż śmiał się do rozpuku, aż ciężko przychodziło mu oddychanie. Nieco się wystraszyłam.
- Len, wystarczy. - Powiedziałam cicho.
Dłoń, którą położyłam wcześniej na jego ramieniu nagle przestała drzeć. Wilk przez chwilę się we mnie wpatrywał. Nie wiedziałam, czy nie ma przypadkiem zamiaru na mnie krzyczeć. Ściągnął brwi,  a jego źrenice zwęziły się w szparki.
- Dlaczego miałbym to zrobić? - Mruknął ostrzegawczo.
- Zrobisz sobie dodatkową krzywdę...
Uniosłam dłoń i starałam krew, która zatrzymała się na jego podbródku. Prychnął lekceważąco, na co bardziej się uśmiechnęłam. Rzeczywiście musiał czuć się już lepiej. Mężczyzna uniósł twarz do góry i przez chwilę wpatrywał się w błękitne niebo. Cóż za ironia. Świat na dole się wali i Ziemia niszczeje, a Niebo zdaje się tego wcale nie widzieć. Jakby odwracało wzrok.
Chwilę trwaliśmy w milczeniu, do momentu, gdy Alfa się odezwał.
- A co z tobą? Ostatnio cię nie widywałem.
Zastanawiałam się przez moment. Rzeczywiście. Jakby na to nie spojrzeć, każde z nas miało ostatnio sporo spraw na głowie. Ja skorzystałam również z zaproszenia Kelsosa i raz odwiedziłam basiora chroniącego klucza.
- Dużo chodziłam po terenach, więc rzeczywiście mogliśmy się nie widywać... No i kogoś spotkałam. - Kontynuowałam nim zaskoczony Alfa zdążył o coś spytać. Tamta sprawa oczywiście również była ważna, jednak aktualnie sumiennie kazało mi się do czegoś przyznać. - Len... Powiedziałam ci kiedyś, że będę ci mówić o tych specjalnych występujących u mnie snach, ale... nie zrobiłam tego.
Brwi chłopaka uniosły się do góry.
- Co masz na myśli?
- To było już jakiś czas temu i chyba nawet zdążyłam o tym zapomnieć... Z tego snu jedyne co pamiętam to to, że śledziłam jakiegoś basiora. Miał ogromne skrzydła i wielkie, lśniące karmazynem oczy. Zdawało mi się wtedy, że czegoś szukał. A-ale kiedy mnie zobaczył - nie mam pojęcia, kiedy głos zaczął mi drzeć - powiedział tylko "Leonard zabija", po czym rzucił się do mojego gardła...
Zapadła cisza. Alfa musiał przemyśleć moje słowa. Ja również. Kiedy powiedziałam je sobie głośno, myśli zdawały się łatwiej układać w głowie. Leonard...
Wargi same rozchyliły mi się w zadumie, a oczy otworzyły szeroko.
- Chyba już wiem, kto może widzieć, kim był wilk z mojego snu! - Wykrzyknęłam, aż sam mężczyzna drgnął zaskoczony.
Opowiedziałam przywódcy o "kluczniku", którego spotkałam wędrując po Opuszczonym Terenie. Nie ukrywałam także tamtej tajemnicy związanej z kopalnią, bo postanowiłam mu zaufać. A wcześniej już nawet rozmawiałam na ten temat z Kelsosem. Co prawda stwierdził, że konsekwencje tej decyzji spadną na mnie, gdyby stało się coś złego, jednak nie widziałam ryzyka. Len dowiedział się też, o moim ostatnim spotkaniu z niewiele starszym samcem. Niedługo mieliśmy się do niego wspólnie wybrać.

***

Od pamiętnego dnia, kiedy to tereny Ciszy i wszystko, na co ciężko pracowaliśmy popadło w zniszczenie, minęło już kilka pełnych obiegów zegara. Stan Alfy był znacząco lepszy. Może i nawet w normie, taki jak przed katastrofą. Choć przez cały ten ostatni czas wszędzie było go pełno. Robił co mógł, zarządzając i rozdzielając zadania, a także samemu wiele z nich wykonując. Na dzień dzisiejszy wciąż pozostały rzeczy do zrobienia, jednak wraz z Len'em właśnie teraz wybieraliśmy się do Kelsosa. Złotemu też należała się przerwa, choćby sam nie chciał się na to zgodzić. Jak tak dalej pójdzie to po prostu nam osiwieje.
Byliśmy już w drodze jakiś czas. Od kilku minut towarzyszyła nam cisza przerywana szelestem traw i powiewami wiatru. Nieco się zdziwiłam, kiedy to właśnie ja przerwałam niezręczną sytuację. A może tylko mi się taka wydawała...
- Chciałabym zobaczyć jak by to było, gdyby plemiona stały się na powrót jedną watahą. Gdyby były jak dawniej Czarna Perła.
- Czarna Perła? - Len zerknął na mnie zaciekawiony.
- No, tak. - Odpowiedziałam niepewnie, widząc reakcję samca. - Wataha Czarnej Perły. Ta, która istniała na tych terenach i to z jej rozłamu powstały plemiona. Nie wiedziałeś o tym?
- Nie za bardzo interesowałem się historią.
Przystanęłam zaskoczona, ale zaraz wyrównałam krok i kontynuowaliśmy marsz.
- Matka dość często opowiadała mi o Czarnej Perle, kiedy byłam mała. A wilk, do którego teraz idziemy zaznajomił mnie nieco z legendą o powstaniu watahy. Dawniej była ona co prawda podzielona na zastępy, ale wszyscy byli pod dowództwem jednej Alfy (...)

***

Kilkanaście, może kilkadziesiąt minut później (ciężko stwierdzić, straciłam rachubę) byliśmy już na Terenach Opuszczonych. Nawet jeśli już tu byłam, wyczuwałam w otoczeniu samotność, pustkę. Już po chwili na nieboskłonie dostrzegłam jednak znajomą wilczycę. Widząc nas ruszyła w głąb lądu. Jej zadaniem było monitorowanie tych ziem i donoszenie o wszystkim Kelsos'owi.
Nie minęło długo, kiedy z gąszczu usłyszeliśmy szelest, a zaraz wypadł też z niego uradowany basior.
- Geviela!
Nim jakkolwiek zdążyłam zareagować, już zostałam mocno przytulona przez brązowawego samca. Zaśmiałam się wraz z nim, po czym minimalnie cofnęłam.
- Kelsos, to jest Alfa Plemienia Ciszy, Len. Len, to jest Kelsos. - Przedstawiłam sobie swoich towarzyszy.

< Len? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon