Jakież było moje zdziwienie, kiedy szara wilczyca na moich oczach przemieniła się w człowieka i zaczęła mi pomagać dojść do siebie. Świdrujący ból głowy, którego raczej nigdy wcześniej nie odczuwałem oraz przeciągłe rany po walce musiały być na tyle poważne, abym nawet z uszkodzonym układem nerwowym mógł je wyczuwać w takim stopniu. Upadłem na ziemię nawet nie próbując wykorzystać jej pomocy w utrzymaniu się na bezsilnych w tej chwili nogach. Zupełnie nic nie rozumiałem. Tereny zostały zniszczone przez ostatnią osobę, po której bym się tego spodziewał, a mój stan dosłownie wahał się przed odebraniem mi pierwszego z żyć. Nie potrafiłem poukładać myśli, dlatego postarałem się skupić swoją uwagę na kursującej od stawu do mnie i na odwrót Gevieli. Niestety i to mi nie wyszło, gdyż po jakimś czasie, kiedy kolejny raz poszła wymoczyć z krwi materiały, ogarnęło mnie nieprzezwyciężone zmęczenie. Tak po prostu w jednej chwili przeniosłem się w inny świat i zasnąłem.
***
Kiedy się obudziłem, dziewczyna opierała się na moim ramieniu, spała. Nie dziwię się, mnie też nie chciałoby się czekać aż sam się obudzę. Przechyliłem delikatnie głowę w jej stronę, tak aby się nie obudziła i przyjżałem się uważniej. Teraz zdecydowanie było ze mną lepiej, nawet odzyskałem już ostrość widzenia. Uniosłem rękę i chwyciłem w palce jeden z długich, miodowych kosmyków, opadających na ramiona wilczycy. W tej chwili uchyliła powoli zaspane powieki i zaraz zerwała się gwałtownie.
- Nie spałam... - odparła przecierając jedno oko. Mimowolnie posłałem jej swój uśmiech, wzdychając. - Jak się czujesz? - zapytała.
- Lepiej. Z chęcią zająłbym się już tym wszystkim. - oparłem ręce na ziemi z zamiarem podniesienia się, jednak złotowłosa mnie wyprzedziła.
- Jeszcze nie. Musisz odpocząć i dojść nieco bardziej do siebie, bo znowu zaczniesz krwawić. - zmarszczyła delikatnie brwi. Wyglądała w tej chwili przeuroczo, jednak chyba rzeczywiście miała rację, bo nie miałem siły nawet na swoje ulubione zajęcie - wykłucanie się. Westchnąłem tylko, spuszczając wzrok. Rozejrzałem się po spalonym i zniszczonym terenie z wyrzutem.
- To wszystko przez nią. Zawsze uważałem, że żadne z nas nigdy nie posunęłoby się do tego co matka. Zdrady. - wycedziłem przez zaciśnięte zęby. - Najwidoczniej się myliłem. - nie mogłem powstrzymać złości na tę myśl i chyba łatwo było to zauważyć.
- Matki? - Wilczyca niepewnie położyła dłoń na moim ramieniu, mierząc mnie troskliwym spojrzeniem. No tak, przecież ona nic nie wie. Nie była z Plemienia Ognia, a tak naprawdę tylko oni, nawet nie wszyscy mogli znać mój los.
- Tak, Beth. Zginęła zaraz po tym jak zdradziła Alfie Ognia żywioł Lillian. Aż tak bardzo cię to interesuje?! - warknąłem w złości. Nawet samo wspomnienie tej ladacznicy jeżyło mi sierść na karku. Towarzyszka zmarszczyła brwi.
- A żebyś wiedział! - chyba nie zamierzała w tej chwili odpuścić. Chciała wykorzystać moją chwilową słabość, czy co? Nie... przecież jej mogę zaufać, prawda? Ona miała dużo okazji do podobnych Rin czynów, a jednak nic mi nie zrobiła.
- Zabiłem ją. Jeszcze jako Leonardo... ten mały, słaby szczeniak, który przepadł wraz z jej truchłem w piekielnym ogniu. - zacisnąłem zęby, uwalniając cienką stróżkę krwi z delikatnej wargi. Po chwili jednak się rozluźniłem... nawet zacząłem z tego śmiać. Żywym, nieopanowanym śmiechem, który przyprawił mnie o zawrót głowy.
***
Kiedy się obudziłem, dziewczyna opierała się na moim ramieniu, spała. Nie dziwię się, mnie też nie chciałoby się czekać aż sam się obudzę. Przechyliłem delikatnie głowę w jej stronę, tak aby się nie obudziła i przyjżałem się uważniej. Teraz zdecydowanie było ze mną lepiej, nawet odzyskałem już ostrość widzenia. Uniosłem rękę i chwyciłem w palce jeden z długich, miodowych kosmyków, opadających na ramiona wilczycy. W tej chwili uchyliła powoli zaspane powieki i zaraz zerwała się gwałtownie.
- Nie spałam... - odparła przecierając jedno oko. Mimowolnie posłałem jej swój uśmiech, wzdychając. - Jak się czujesz? - zapytała.
- Lepiej. Z chęcią zająłbym się już tym wszystkim. - oparłem ręce na ziemi z zamiarem podniesienia się, jednak złotowłosa mnie wyprzedziła.
- Jeszcze nie. Musisz odpocząć i dojść nieco bardziej do siebie, bo znowu zaczniesz krwawić. - zmarszczyła delikatnie brwi. Wyglądała w tej chwili przeuroczo, jednak chyba rzeczywiście miała rację, bo nie miałem siły nawet na swoje ulubione zajęcie - wykłucanie się. Westchnąłem tylko, spuszczając wzrok. Rozejrzałem się po spalonym i zniszczonym terenie z wyrzutem.
- To wszystko przez nią. Zawsze uważałem, że żadne z nas nigdy nie posunęłoby się do tego co matka. Zdrady. - wycedziłem przez zaciśnięte zęby. - Najwidoczniej się myliłem. - nie mogłem powstrzymać złości na tę myśl i chyba łatwo było to zauważyć.
- Matki? - Wilczyca niepewnie położyła dłoń na moim ramieniu, mierząc mnie troskliwym spojrzeniem. No tak, przecież ona nic nie wie. Nie była z Plemienia Ognia, a tak naprawdę tylko oni, nawet nie wszyscy mogli znać mój los.
- Tak, Beth. Zginęła zaraz po tym jak zdradziła Alfie Ognia żywioł Lillian. Aż tak bardzo cię to interesuje?! - warknąłem w złości. Nawet samo wspomnienie tej ladacznicy jeżyło mi sierść na karku. Towarzyszka zmarszczyła brwi.
- A żebyś wiedział! - chyba nie zamierzała w tej chwili odpuścić. Chciała wykorzystać moją chwilową słabość, czy co? Nie... przecież jej mogę zaufać, prawda? Ona miała dużo okazji do podobnych Rin czynów, a jednak nic mi nie zrobiła.
- Zabiłem ją. Jeszcze jako Leonardo... ten mały, słaby szczeniak, który przepadł wraz z jej truchłem w piekielnym ogniu. - zacisnąłem zęby, uwalniając cienką stróżkę krwi z delikatnej wargi. Po chwili jednak się rozluźniłem... nawet zacząłem z tego śmiać. Żywym, nieopanowanym śmiechem, który przyprawił mnie o zawrót głowy.
Gevi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz