Od Gevieli Cd Len'a

Przez chwilę stałam w osłupieniu. Zaatakować? Rozumiem polecenie, ale... nie do końca jego cel. Mógł dać mi każde inne zadanie, więc czemu akurat coś takiego? Nie żebym miała jakieś wielkie opory przed zrobieniem tego, jednak rzucanie się na kogoś pod takim żądaniem zawsze wydawało mi się głupie. Zwłaszcza, że "przeciwnik" w takiej sytuacji był w pełni świadomy tego, co się dzieje.
Kilka sekund wcześniej, przez umysł przebiegła mi krótka myśl, że Alfa (którego imienia nie znałam, tak samo jak i on mojego) jest jakiś nieobecny. Jakby oderwany od rzeczywistości. Głównym tego dowodem wydawało mi się pomylenie przez niego plemienia, z którego pochodziłam. Nie zamieszkiwałam w końcu wcześniej tego samego stada co ognisty wilk, lecz szczep powietrza. Stwierdziłam wtedy, że to przemilczę. Może miał jakieś wymagające skupienia sprawy do załatwienia.
— To... Trochę głupie. — Odezwałam się w końcu. Wilk uniósł na mnie wzrok, w którym błysnęła groźna iskra. — Znaczy się... Po co miałabym to robić?
— Bez względu na to, jakie stanowiska obejmować będą wilki w moim plemieniu chcę mieć pewność, że są wystarczająco silne i byłyby w stanie chronić innych — pospieszył z odpowiedzią. Obdarzył mnie pełnym wyższości spojrzeniem. Choć nadal był jakiś oddalony. — Ale skoro nie jesteś w stanie...
W jego głosie zabrzmiało lekceważenie. Mózg wybrzęczał mi tylko krótką treść, że zapewne wilk próbuje mnie podpuścić, a ja i tak ją zignorowałam. Mięśnie łap gwałtownie się naprężyły. NIKT. NIE BĘDZIE. WMAWIAĆ MI. ŻE NIE JESTEM. W STANIE. CZEGOŚ ZROBIĆ. No nikt, na tnący wicher!
Z mojego gardła wydobyło się krótkie warknięcie, na które basior odpowiedział uśmieszkiem. Nie potrafiłam się dłużej hamować. Wyskoczyłam do przodu otwierając szeroko paszczę. Alfa umknął o centymetry, jednak ćwierć sekundy później znajdowałam się przy nim na powrót. Zdążyłam chwycić za delikatniejszą skórę na szyi okrytą grubym futrem, gdy silna łapa odrzuciła mnie do tyłu pozostawiając niewielki ślad po szponach na moim barku. W chwili gdy mnie odepchnął drasnęłam go zębami.
W osłupieniu się zatrzymałam. Moje ślepia rozszerzyły się w zdziwieniu. Na języku czułam niewielka ilość krwi. Metaliczny zapach posoki uderzył w mój nos. Czułam go już wcześniej. Tej nocy. Wspomnienie słodkawej cieczy roznoszonej przez wiatr rozlało się po moim umyśle. Pamiętam tą woń ze swojego ostatniego koszmaru. Dokładnie tą. Nie ma mowy o pomyłce, choć wizje lubią sobie kpić.
Na chwilę obecną wyłączyłam się z otoczenia tracąc jakąkolwiek czujność. Wydobyłam z siebie jedynie ciche i oddalone:
— To ty tam byłeś...

<Len? x3 >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon