Więc jak? Jak!? Z pewnością sobie ze mną pogrywał. Chociaż jak twierdził potrzebował wilków po jego stronie nie szczędził sobie złośliwości. Nawet jeśli była ona nieświadoma choć nie wydaje mi się, aby ta właśnie taka była. Wiedział. Musiał wiedzieć jaka będzie moja odpowiedź. Dałam się zmanipulować i wcale nie byłam z tego dumna.
Podniosłam wzrok na basiora, dopiero teraz zauważając jego wyczekujące spojrzenie. Tyle wątpliwości w jednym wilczym pysku... W moim.
— Niech będzie... — Było to jedyne, co byłam w stanie z siebie wykrzesać.
Może moja decyzja nie była w rzeczywistości tak zła, jak mogłaby się wydawać? Chociaż triumfalny uśmieszek wilka wcale mnie w tym nie upewniał. Wmawiałam sobie, że zrobiłam to dla matki. Mel Silvestrea chciała mnie przecież chronić, tak? Więc może w ten sposób zapewniłabym bezpieczeństwo nam obu. To byłoby możliwe, jeśli basior wywiąże się z umowy. Hmm... To brzmi nawet jak pakt z diabłem. Oby się tak nie skończyło. Wystarcza mi piekło, które raczą mi zawsze sprawiać moje wizje i zawarte w nich koszmary.
Len? Później się rozkręcę, bo łapę powoli pomysły. ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz