Byłam autentycznie szczęśliwa, że pomimo sceptycznego nastawienia mamy, wszystko zaczęło się układać. Len w skupieniu słuchał tłumaczonych przeze mnie zwrotów zawartych w księdze, podczas kiedy jedna z puchatych kulek tkwiła wczepiona w jego szyję. Przyjemne ciepło rozchodziło się po moim ciele. Z ogólnej radości. Bliskości basiora, piątki wspaniałych szczeniąt. Nic złego nie miało prawa się stać. Nie mogłabym pozwolić, żeby się popsuło.
W końcu przerwałam czytanie. Poznaliśmy opisy kilku kolejnych ras, w czasie, kiedy pora stawała się coraz późniejsza. Alfa odłożył śpiące szczenie przy moim boku, po czym pocałował czubek mojej głowy i oddalił się kładąc przy wejściu do jamy. Moje serce niebezpiecznie załomotało. Przez chwilę wpatrywałam się nieobecnym spojrzeniem w Len'a próbując przeanalizować jego zachowanie, w końcu jednak położyłam głowę na łapach i pogrążyłam się we śnie.
Obudziłam się po kilku godzinach. Czułam obejmujące mnie zimno. Wszystkie moje mięśnie były sztywne. Podniosłam niepewnie głowę rozglądając się po jaskini. Młody ojciec spał spokojnie u jej wylotu. Trójka młodych leżała skulona tuż przy moim brzuchu. Ich ciałka powolnie unosiły się i opadały w oddechach. Tylko Loran we śnie zbliżył się do moich przednich łap a tuż przy nim spała Hvit. Teraz leżał przy moim boku. Chwilę się im wszystkim przyglądałam. Czarny basiorek miał lekko uchylony pyszczek a ślepia mocno zaciśnięte we śnie.
Dopiero po chwili stwierdziłam, że dziwny, dotkliwy chłód pochodzi właśnie od Lorana. Jego jedyna siostra poruszyła się niespokojnie. Chwila, przecież... on się nawet nie rusza! Nie oddycha.
— Len... Len! — mój paniczny krzyk zbudził samca koczującego przy portalu.
Złoty wilk natychmiast znalazł się przy mnie. Obserwując mnie rozszerzonymi ze zdziwienia oczami spytał:
— Co się dzieje?
— Loran się nie rusza!
Panika w moim głosie obudziła Hvit a pozostałe szczenięta z wyjątkiem jednego, przekręciły się mrucząc niespokojnie. Czułam jak mój własny wzrok staje za mgłą. Mój umysł został jakby za ścianą. "Z oddali" widziałam, że Alfa też nie wie co powinien robić. Tylko... mała, złota waderka o białych łapach była spokojna. Wpatrywała się w ciało brata szeroko otwartymi ślepiami, jednak jej tęczówki były dziwnie puste.
***
Od śmierci Lorana minął może miesiąc. Nie wiem kto z naszej trójki - mnie, Len'a i Hvit - był najbardziej wyobcowany przez pierwszych kilka dni. Z pewnością moja jedyna córka zachowywała się przez czas oschle, była najcichsza i nie potrafiła znieść czyjegoś towarzystwa. Wszystko zdawało się ją irytować. Ja dla zdrowia pozostałych szczeniąt szybko musiałam wrócić dla dobrej kondycji, a Złoty jako przywódca nie mógł okazywać słabości. W dodatku tych samych dni Rin zdecydowała się odejść do Ognistych wilków.
W ciągu minionego czasu chyba wszystko zdążyło się unormować. Ja sama nie czułam już tej dziwnej pustki, zdołałam pogodzić się ze stratą dziecka. Ze stratą jednego dziecka. Wczoraj zniknął Liquido. Nie wiadomo gdzie poszedł. Szukałam go cały poprzedni dzień, tak daleko jak mogłam zapuścić się z miesięcznymi szczeniętami. Po odniesionej porażce powiedziałam o tym Len'owi.
A dzisiaj... do czasu spokojnie pilnowałam pozostałej mi trójki wilczków. Teraz pozostawiłam je pod opieką jednej z samic należących do plemienia.
— Len! — zawołałam już z daleka widząc błyszczącą sierść. Kiedy spotkałam się już z przeszywającym spojrzeniem szmaragdowych kryształów odezwałam się wreszcie. — Hvit... mówiła, że słyszy w swojej głowie czyjś głos. Przedstawił się jako Loran. — Powiedziałam biorąc głębokie wdechy.
<Len?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz