Od Gevieli Cd Len'a

Siedzieliśmy w jaskini tutejszego... przywódcy, kiedy opowiadałam swój ostatni sen.
- Kiedy miałaś tą wizję? - Kelsos zadał pytanie.
- Chyba jakoś miesiąc temu... Nie jestem pewna.
W napięciu obserwowałam zamyślony pysk basiora. Może rzeczywiście mógł coś wiedzieć.
- Czyli zanim się jeszcze spotkaliśmy. Wilk miał skrzydła i karmazynowe oczy. Byliście wtedy na skalistym terenie, tak? - Skinęłam głową. - To mógł być Troyer.
- Kto taki? - Spytałam. Wydawało mi się, że już kiedyś słyszałam to imię. Len siedział przy mnie, jednak nic nie mówił. Również nie znał kogoś takiego. Wstrząsnął końcówką swojego ogona.
- Był pierwszym Alfą powietrznych wilków, po przemianie zastępów na plemiona. Kilka lat temu opuścił tereny, by rozwiązać problemy i zagrożenia piętrzące się poza granicami. Ale od tamtego czasu nie wrócił... Bardzo możliwe, że zginął, choć wciąż ciężko przyjąć mi to do świadomości. Naprawdę dobrze go znałem i wiem, że był silnym przywódcą. Być może poświęcił się dla dobra wszystkich. Nawet jeśli Velks, - Kelsos spojrzał na Lena, a ten podchwycił jego wzrok na sekundę - jego siostra, wciąż nie potrafiła się z nim pogodzić i uważała go za swojego największego wroga. Ona dowodziła plemieniem Ziemi. Musiała opuścić te ziemie niedługo po Troyerze. Była w ciąży z samcem pochodzącym z innego plemienia. O innym żywiole. Teraz prawo dotyczące prokreacji pozostawia wybór jedynie wilkom z plemienia Ciszy. W każdym innym ciągle panują te same zakazy o łączeniu się z innymi żywiołami. Tak jak wtedy. Dlatego też Velks żeby ratować życie, musiała uciekać... - Klucznik zdawał się nieco odpłynąć myślami. - Ach! Przepraszam, to mogło was nie interesować! - Basior pokręcił pospiesznie pyskiem. - W każdym bądź razie... ojcem Troyera jest Jeffrey. Także wspaniały Alfa Watahy Czarnej Perły. - Pokręcił z uznaniem. - Może o nim słyszeliście.
Drgnęłam gwałtownie.
- Widziałam go jakoś rok temu, kiedy razem z mamą chciałyśmy pozostać w Czarnej Perle! - powiedziałam entuzjastycznie.
Pysk Kelsosa nieco się rozjaśnił.
- Ciężko go spotkać, od kiedy wyrzekł się swojej pozycji. Raz jest tu, a za chwilę tam.
Nasza rozmowa trwała jeszcze jakiś czas. Brązowy zdążył jeszcze opowiedzieć nam co nieco o tym czego sam strzegł. Źródło Życia. Niewiarygodne, że coś takiego mogło się tutaj znajdować! Nie miałam pojęcia jakie dokładnie miało być jego działanie, ale już sama jego nazwa zdawała się potężna. Dodatkowe przypuszczenia doprowadziły nas do wniosku, że to właśnie wejścia do kopalni mógł szukać Troy'er w moim śnie.
Słońce chyliło się już nad horyzontem, barwiąc niebo na czerwienie i pomarańcze, kiedy wraz z Alfą wróciłam do plemienia Ciszy. Na ostatnim odcinku zdecydowanie zwolniliśmy. Sama nie wiem czemu. Nic nie mówiliśmy. Miałam za to wrażenie, że Len był już dość mocno zmęczony. Mozolnie powłóczał łapami, kiedy znaleźliśmy się już koło jego jaskini. Stwierdził jednak, że nic mu nie jest, kiedy zapytałam. Nie miałam wyboru. Musiałam dać odpocząć Alfie. W końcu wciąż pozostało wiele do zrobienia...

<Len? Bez obaw, u mnie też powiało nudą V: >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon