Od Gevieli Cd Len'a

Skinęłam głową. Bez podejrzeń nikt nie powinien bardziej przyglądać się kluczowi. Zwłaszcza, że będzie to tylko krótkie wyjście i potem go zwrócimy, prawda? A w razie czego oryginał można jeszcze odlać i stworzyć jego kopie.

Nie do końca co prawda podobało mi się, że miałam oszukać Kelsosa, ale... Len mnie poprosił. A nie chciałam też zawieść jego. Nie, nie zrobię tego. Zamierzam dowieść Alfie, że jestem w stanie spełnić to zadanie. Byłam związana zarówno z jednym jak i drugim samcem, a jednak to na pomoc Lenowi się zdecydowałam. Znałam go zdecydowanie dłużej. Nawet jeśli wiedziałam do czego dąży i nie podobały mi się niektóre z podejmowanych przez niego akcji, to miałam wrażenie, że nie byłabym mu w stanie odmówić. A przynajmniej nie teraz. W końcu samym wyjściem do Źródła nikogo nie skrzywdzimy.

Dopiero następnego dnia wyruszyłam na opuszczone tereny by spotkać się z Kelsosem. Szłam sama. Razem z Lenem ustaliliśmy, że lepiej będzie, kiedy pójdę sama. Basior miał jeszcze z resztą parę spraw do załatwienia przed całą wyprawą.

Czułam podekscytowanie. I nerwy. Sama nie wiem czy to z powodu tego, co będę miała za niedługo zrobić, czy na samą myśl o wspólnej wyprawie z Alfą, do tego tajemniczego miejsca. Zdrowy rozsądek i świadomość, że kopalnia została zamknięta i jest tak bardzo strzeżona nie bez powodu, został stłumiony czystą ciekawością. Chciałam na własne oczy to wszystko zobaczyć. Może i nie będzie tam nic ciekawego, ale może i coś będzie. Samo Źródło już mnie fascynowało. Chociaż wcześniej wstrzymałam kierowanie na nie swoich myśli, to teraz już nie potrafiłam. Nie od momentu, kiedy zgodziłam się na prośbę Złotego.

Nie zauważyłam nawet kiedy wkroczyłam na Opuszczone Tereny. Uświadomiła mnie w tym dopiero ta dziwna aura towarzysząca temu miejscu. Wciąż nie wiedziałam skąd się ona brała, ale wzmagała mój niepokój. Dodatkowo poczułam jak w gardle wiąże mi się pętla. Jak się nie uda, to z pewnością dobrze się nie skończy.

— Gevi! — na czyjś krzyk aż podskoczyłam.

— Ah, Kelsos! — Uśmiechnęłam się na jego widok. — Przepraszam, zamyśliłam się i trochę mnie przestraszyłeś.

Wilk przyjrzał mi się i z uśmiechem przekrzywił pysk.

— Dobrze cię widzieć. Sprowadza cię coś konkretnego?

Zmieszałam się nieco. A potem poczułam opanowujący mnie chwilowo na własne zachowanie gniew. Zatopiłam pazury w ziemi. Wzięłam kilka oddechów czując, jak złość niespiesznie ulatuje.

— Właściwie... To nie. Przepraszam, ostatnio mam wrażenie, że strasznie błądzę w swoich myślach.

— Nic nie szkodzi. — Pokiwał głową. — Skoro już tu jesteś, masz ochotę nieco się przejść?

Skinęłam na zgodę. Ruszyliśmy wgłąb terenów. Nigdy wcześniej nie widziałam ich w całości, ale teraz samiec już prowadził mnie po nieznanym. Z podziwem obserwowałam każdy mijany zakamarek, każdy zwalony pień. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że niektóre z mijanych kamieni czy głazów nosiły na swojej powierzchni dziwne symbole. Pismo runiczne, którego z pewnością nigdy nie widziałam. Na pytanie o nie, Szarak odpowiedział tylko zdawkowo, że są w stanie pochłaniać energię, wzmacniać moc i można użyć ich w wielu wypadkach, z którymi ciężko sobie poradzić w normalny sposób. Tak więc dalej do końca nie wiedziałam o co chodzi.

Zagaiłam rozmowę przypominając sobie o wilczycy, której temat poruszył Kel gdy byłam tu ostatnio z Lenem.

— Ta Velks, o której kiedyś mówiłeś... Len naprawdę aż tak bardzo ją przypomina? — spojrzałam zaciekawiona na wilka.

Chwilę milczał. Przyjrzał mi się swoimi bystrymi oczami i skinął głową.

— Wygląda niemal identycznie jak swoja matka. — Powiedział spokojnie.

Zatrzymałam się w miejscu. Basior spojrzał na mnie zaskoczony.

— Przecież jego matką jest... Była, Beth. — Nie ukrywałam zdziwienia w swoim głosie.

— Beth? Beth nigdy nie miała dzieci.

Patrzyłam na niego wryta z wrażenia w ziemię. Czyli, że Alfa okłamał mnie tamtego dnia, kiedy mówił o Rin i Beth? Ale wydawał się tak szczery...

— Jeden raz Beth nosiła w sobie szczenięta, ale w dniu rozwiązania okazało się, że co do jednego są martwe. Tylko ona o tym wiedziała. No i potem informację o tym zdobyła Velks. A ją wciąż próbowano wytropić po wykryciu zdrady. Dlatego przekazała dwójkę swoich młodych pod opiekę Beth. W ten sposób przynajmniej Len i Rin mieli zapewnione bezpieczeństwo. — Nie ukryję, ale na myśl o Alfie jako zwykłym, słodkim szczeniaku aż zrobiło mi się ciepło. To musiał być słodki widok! — Słyszałaś o zdradzie Beth wobec tej dwójki? — skinęłam pyskiem — Nie była ich prawdziwą matką i zapewne przez to, pod wpływem presji złamała daną Velks obietnicę.

— ...skąd o tym wszystkim wiesz?

— Ukrywałem ją po tym przez jakiś czas u siebie. Potem odeszła z ziem podzielonych między plemiona...

— ...i nigdy już nie wróciła? - spytałam

Basior skinął jedynie głową.

Jeszcze przez chwilę poruszaliśmy się po terenach. Na kilka minut zatrzymaliśmy się jeszcze przy niewielkiej polanie. U jej brzegu rosły drobne krzewy, odpowiednie do krycia się podczas polowania. Na łące pasło się nawet kilka danieli. Nie zamierzaliśmy jednak atakować. Odpoczęliśmy tylko po czym skierowaliśmy się na zachód. Do granicy z plemieniem Ciszy.

Z każdym krokiem czułam narastającą presję. Gromadziła się we mnie dziwna złość. Negatywna energia, jakiej chyba nigdy nie czułam. Nie była aktualnie zbyt silna, bym głośnie wyrażała swoje emocje, a jednak potrafiłam wyczuć, że coś jest inaczej. Każdy kolejny krok zbliżał mnie do rozstania z Kelsosem. Do wyjścia poza jego tereny. A ja wciąż nie zdobyłam klucza. Co więcej, mój pomysł na przejęcie go był wyjątkowo głupi. Nie chciałam tego robić. Irytowało mnie to.

Gdy zostało już zaledwie kilka minut do naszego rozstania Szarak nagle się odezwał. Mówiąc, że jego słowa nie zbiłyby mnie z łap - kłamałabym.

— Gevi... — zaczął stosunkowo niepewnie — ktoś próbuje zdobyć klucz. Gwiazdy powiedziały mi, że ktoś mi go odbierze. Nie mogę pozwolić na coś takiego.

Usiadłam z wrażenia. Zorientował się co mam zamiar zrobić!? JAK!?

— Czasem gwiazdy się mylą, więc jest też szansa zmienić los. Mogłabyś przypilnować go kilka dni?
Chyba aż opadła mi kopara. Przez chwilę wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem.
— N-naprawdę chcesz dać go właśnie mi?

Skinął głową.
— Nie mam pojęcia, czy nie chodzi o kogoś z tych, którzy powinni go pilnować. A córce Heather jestem w stanie zaufać nawet bez czytania jej myśli. — Uśmiechnął się lekko.

— Dobrze... — skinęłam niepewnie pyskiem — zrobię co w mojej mocy.

Teraz naprawdę poczułam na sobie wielką odpowiedzialność. Zdecydowanie spadła na mnie z chwilą, gdy basior zawiesił rzemyk od klucza na mojej szyi.

— Ładny wisior... — Skomentował patrząc na fioletowy kamień u mojej szyi.
Poczułam coś na kształt zazdrości. Nieufności.
— Od Lena. — Burknęłam mierząc go ostrzegawczym spojrzeniem.
— Dobrze, że się między wami układa. — Zaśmiał się krótko.
Po pożegnaniu ruszyłam szybkim krokiem do Plemienia Ciszy. Od razu szukałam Alfy.

<Lenku?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon