Mogłam... Mogłam spodziewać się takiej reakcji. Sama nie potrafiłam uwierzyć w to, co się dzieje, choć pod pewnymi względami, dla mnie było to prostsze. Uwierzyć w to, nie pogodzić się z losem. Spędziliśmy razem jedynie jedną noc, a choć towarzyszyło mi jakieś dziwne uczucie w towarzystwie basiora, dla każdego z nas miał to być prawdopodobnie pierwszy i ostatni wspólny 'raz'. Tylko, że te objawy teraz wszystko zmieniają. Może i nie liczyłam na to, że przyjmie mnie od razu jako swoją waderę, czy coś, ale miałam nadzieję, na otrzymanie z jego strony jakiegokolwiek wsparcia. W końcu, to nie tylko po mojej stronie leży wina, tego, do czego doszło!
Z mojego gardła wydobył się ostry warkot, kiedy krzyknęłam za Alfą. Nie miałam zamiaru od tak tego zostawić. Nie. Zwyczajnie nie. Nagłe uczucie gniewu umknęło na widok złotej wadery, za którą Len zniknął we własnej jaskini. Powstrzymałam suche prychnięcie na myśl o zachowaniu basiora. Nie mam pojęcia o czym właściwie myślał. Z jednej strony udzielił zdecydowanej odpowiedzi, ale... może jak oswoi się z tą myślą będzie lepiej. Nasze relacje wcześniej zaczęły się polepszać, a teraz, na nowo mogliśmy przyjąć chłodny dystans.
Spojrzałam na samicę stojącą przy wejściu do groty. Chwilę patrzyła za basiorem, po czym swój zdziwiony wzrok przeniosła na mnie. Nie wiedziałam co teraz powinnam zrobić. Głupio czułam się stojąc tak w miejscu, dlatego zrobiłam niepewny krok w tył, mając w celu usunąć się z planu.
— Geviela, poczekaj. — odezwała się podchodząc do mnie prędko. Jej głos był spokojny, przyjazny. — Jak się czujesz? Ostatnio nie widujemy cię w najlepszej kondycji.
Egkh... Odwróciłam spojrzenie. W końcu wróciłam je znów na waderę. Jest drugą Alfą i siostrą Złotego. Z obu powodów powinna chyba wiedzieć, co jest na rzeczy. Ukrywanie tego dalej i tak mogłoby przynieść nieprzyjemne konsekwencje. W końcu całe plemię też się kiedyś dowie. Otworzyłam pysk zaczynając mówić do samicy.
~*~
Minęło kilka dni. W tym czasie, moje samopoczucie zdążyło się nieco poprawić, choć cudów i tak nie oczekiwałam. Przynajmniej na ten moment było znośnie. Kilka razy, od ostatniego czasu czułam też kopanie w brzuchu. Dzieci nie były jeszcze zbyt silne.
Przywódcy plemienia nie widziałam ani razu od kiedy powiedziałam mu o ciąży. Nie, żeby mi samej jakoś spieszyło się do konfrontacji z nim. Miałam wrażenie, że kompletnie sama zostanę z opieką i wychowaniem tych szczeniąt. Nigdy się o to nie prosiłam...
Przechodziłam jednym z gęstych i rozległych lasów tego terenu. Dłuższy spacer pozwalał mi się nieco rozluźnić. Noszenie w sobie młodych nie jest łatwe. Współczuję mojej kiedy sama musiała przez to przechodzić matce... Nie. Nieważne. Nie chcę jej nawet wspominać. Przystanęłam widząc pomiędzy zaroślami złote futro i puszysty, długi ogon. Rin już dziś widziałam, więc ten osobnik tutaj to musiał być... jej brat. Siedział przed niewielkim strumyczkiem, z zamoczonymi w nim przednimi łapami i wpatrywał się w jego wody. Albo jeszcze dalej. Coś ścisnęło mnie w klatce piersiowej. Wyglądał jakoś obco.
— Len? — zaczęłam zbliżać się do niego niepewnym krokiem. Nie będę z nim może rozmawiać na wiadomy temat.
<Len? XD >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz