Po powrocie z terenów innych plemion nadal nie miałem ochoty z nikim rozmawiać. Siedziałem już chyba którąś godzinę przy tym strumyku, chociaż strasznie dłużył mi się czas. Wpatrywałem się w jego wody, ciemny, głęboki środek, w którym chyba znowu dojrzałem dziwne, krwiste oczy. Nie miałem jednak chęci i ochoty zrywać tego połączenia wzrokowego, w końcu tylko... to coś tam było, nic więcej.
- Len? - usłyszałem obok siebie i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z czyjejś obecności. Zamrugałem w zaskoczeniu i kątem oka zerknąłem na siedzącą postać. Od razu kiedy ją rozpoznałem, wszytko się przypomniało. Nie zwróciłem nawet uwagi na dystans który zachowała pomiędzy nami. Podczas gdy nic nie mówiła, ani nie rozpoczynała żadnego tematu, powróciłem do wpatrywania się w głębię strumyka.
- Len. - powtórzyła i nagle zbliżyła swoją twarz. Odwróciłem się w jej stronę, zupełnie nie wiedząc, czego mam się spodziewać. I już po chwili trwaliśmy w pocałunku, którego nie potrafiłem zrozumieć. Przecież... jeżeli dobrze ją znam, nie zrobiłaby tego sama, z dobrej woli i to w takiej chwili.
Oderwałem od siebie wilczycę i szybko się odsunąłem, jednocześnie ruszając w przeciwnym kierunku, zdala od niej, bez słowa.
- Stój! - warknęła stanowczo, a moje mięśnie momentalnie stwardniały. Poczułem w nich delikatne mrowienie. Nie potrafiłem się ruszyć, pomimo tego, iż moja wola była inna. Co to ma być?! - Zamieszasz teraz przede mną ciągle uciekać?! To nie tylko moja wina, masz mi w tym pomóc! - kontynuowała. Pod wpływem jej rozkazu uderzyła we mnie kolejna dziwna fala. Dopiero po chwili potrafiłem się ogarnąć i odwrócić.
- Co to miało być?! To teraz dochodzi do tego, że czarów na mnie używać będziesz?! - zapytałem od razu, jeżąc sierść. Nie chciałem jej atakować, jednak czułem że nawet gdybym miał taki zamiar, coś nie pozwoliłoby mi tego zrobić. I nie jest to sumienie.
- Że niby co?! O co ci w ogóle chodzi?! - w jej głosie wyraźna była irytacja. Miałem wrażenie, że właśnie myśli o mnie jak o wariacie. Pokręciłem pyskiem na boki i sprawnym ruchem pochwyciłem ją na swój grzbiet. - Tobie chyba naprawdę się coś pokręciło w głowie, co ty wyprawiasz?! - zaczęła się szamotać, przez co przystanąłem, nie pozwalając jej spaść.
- Uhh, zamknij się i przestań wiercić, bo skończysz w stawie! - odburknąłem, strzepując końcówką ogona ze złości. Zaniosłem ją do jej jaskini, po drodze nawijając na pazury jakąś mysz. Zostawiłem jej malutką zdobycz i zbliżyłem się ku wyjściu.
- No, am, am i spać. - zanim zdążyła cokolwiek znowu powiedzieć, już hasałem prosto do własnej kryjówki.
Jak się okazało, czekała tam na mnie Rin z kolejną pogadanką. I jak zwykle zostawiła mnie samego w nieopanowanej furii. Nienawidzę kiedy to robi, a później sobie gdzieś odchodzi.
- K**wa, Rin! - ryknąłem za nią, jednak tej to nic nie zatrzyma. Chwyciłem i tak już porozwalane książki i cisnąłem jedną z nich prosto w kamienną ścianę. Wypadło z niej parę stron, otworzyła się na jakimś tłumaczeniu. Chyba to była ta wyciągnięta z biblioteki, podczas pobytu na terenach Plemienia Ziemi. Ruszyłem wściekły w stronę wyjścia, nawet nie zwracając uwagi na Gevielę stojącą po drodze. Może jeszcze połączą siły i razem do mnie przyjdą?!
Ruszyłem w stronę lasu.
Gev? To ten moment x'D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz