Nie podobało mi się to, jak basior co chwilę się do mnie przybliżał, mówiąc. Nawet jeśli nie zdawał sobie sprawy z tego, że może naruszać moją strefę komfortu, było to wyjątkowo irytujące a zarazem i peszące. Poczułam się dodatkowo zażenowana, kiedy zaczął się śmiać na moją reakcję.
Od kiedy tylko poinformowałam wilka, że do niego przystanę, miałam wrażenie, że jego zachowanie na powrót było spokojniejsze. Niemal jak przy naszym pierwszym spotkaniu, choć teraz nie sypał już tamtymi zwrotami. W każdym bądź razie, o nic już teraz nie zabiegał, więc nie wykazywał się agresją. Przynajmniej na chwilę obecną.
Będąc ciągle pod czujnym spojrzeniem basiora pokiwałam powolnie pyskiem.
— Nikt się ode mnie nie dowie.
— Dobrze. — Odparł samiec zaprzestając przybliżania się. Chyba miał do mnie jeszcze jakąś sprawę, zdaje się jednak, że nagle sobie o czymś przypomniał. Powiedział tylko, że musi się z kimś spotkać i szybkim chodem się oddalił.
×××
Ciemność. Szemranie. Błysk żółtawego światła z oddali. Na powrót rozchyliłam powieki. W tej chwili nie potrafiłabym nawet rozpoznać, czy to noc, czy też gęste i smoliste burzowe chmury przykryły słońce i niebo na całą szerokość. Każde drzewo, ziemia i wszystkie istoty przyodziane zostały w mrok. Nie taki, który stanowiłby dla mnie normę i podstawę mojej esencji, i mocy. Dookoła unosiła się nieprzyjemna, wibrująca energia. Niemal czułam jej drżenie w powietrzu a nawet ziemi, pod własnymi łapami. Podmuchy wiatru zdają się kierować dziwnymi, zlewającymi się ze sobą cieniami. Za nimi biegają wilcze kształty. Jakby próbując je uchwycić. Wraz z krzykiem wiatru do moich uszu docierają odgłosy przypominające wrzaski i piski, tworzące jedność. Kakofonia dźwięków. Makabryczna orkiestra.
Poprzez huk słyszę także odgłos falującej, wzburzonej wody uderzającej o piaszczysty brzeg. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że na nim stoję. Jakbym sekundę wcześniej znajdowała się gdzieś indziej. Po środku wściekłego morza odznacza się garbata sylwetka ciemnej wyspy. Czarne kontury o rozmytych szczegółach. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek wcześniej ją widziała.
Mętną kipielą coś chyba próbuje się tu dostać. Z tamtej wyspy. Czarnej wyspy, której brzegi niebezpiecznie drżą i migoczą. Do moich nozdrzy dociera z oddali słodka woń krwi.
Obudziłam się w środku dnia. Nieprzyjemne słońce razi mnie prosto w oczy. Serce dudni w piersi, ukryte pod białym futrem. Nie potrafię uspokoić oddechu. Łapy mi drżą choć ciągle leżę na zmarzniętej ziemi. To był tylko sen, to tylko sen... Powtarzałam te słowa w swojej głowie przez jakiś czas, jednak w dalszym ciągu czułam zebrane we mnie emocje. Złe przeczucie. Najzwyklejszy strach, który zawsze dręczył mnie po pojawieniu się jakiegokolwiek snu. Nie był to pierwszy raz kiedy przytrafiło mi się coś takiego, a i tak nie potrafiłam się przyzwyczaić.
Pokręciłam energicznie na boki pyskiem. Jakby starając się wytrzepać z niego dręczące myśli, przyczepione do mózgu niczym rzep. Jak lepki sok spływający z naciętego drzewa, wiążąc w sobie drobne owady mogące mu zaszkodzić.
Wstałam na cztery łapy. Wciąż nieco drżały, jednak to wrażenie się zmniejszyło, w chwili gdy opadł na nie większy ciężar. Musiały mnie utrzymywać. Przeciągnęłam się rozprostowując zdrętwiałe od snu kończyny. Po moim grzbiecie rozeszły się nieprzyjemne ciarki. Ziewnęłam przeciągle odganiając jeszcze nocną marę i ruszyłam w drogę.
Kierowałam się na południe, chcąc dotrzeć do granicy plemienia Ziemi. Skoro basior, do którego watahy dołączyłam obiecał mi pomóc, będę mogła żyć wraz z własną matką w jego szczepie, tak? Dlatego teraz chciałam porozmawiać z Mel Silvestreą. Będziemy mogły znów się połączyć jak matka i córka. Co prawda większe uczucie wolności, którego zaznałam w ciągu kilku ostatnich dni wcale mi nie przeszkadzało, a przebywając ciągle z rodzicielką zapewne powstałoby między nami wiele sporów, to jednak trochę mi jej brakowało. Szczególnie tęskniłam za ojcem, ale on nie mógł od razu za nami ruszyć. Miał w końcu inne obowiązki. Może któregoś dnia tu dotrze..? W głębi duszy miałam taką nadzieję, choć sama nie wiem, czy nie przysporzyłoby to dodatkowych waśni pomiędzy plemionami. Hahah, z nim wszystko byłoby możliwe.
Minęło sporo czasu nim dotarłam do granicy Ziemi i pod jaskinię Heather. Poruszałam się wyjątkowo powolnie jak na mnie. Zwykle zawsze się spieszyłam, a teraz nawet nie potrafiłam się do tego zebrać. Muszę wrócić do normy. Inne wilki jakoś potrafią zachowywać się normalnie po jakimś złym śnie. Mi czasem zdarza się po nich nawet płakać. Choć sytuacja ta jest raczej rzadka.
Zbliżyłam się do groty ostrożnie zaglądając do środka. Wadera o szaro-brązowej sierści siedziała w kącie przy jakimś woluminie. Do wnętrza jaskini wpadała nikła cząstka światła. Heather chyba zgłębiała właśnie nową wiedzę.
— Cześć mamo.
— Runa! — wykrzyknęła gwałtownie zwracając się do mnie. Zaskoczona aż podskoczyła na dźwięk mego głosu. Wilczyca podniosła się z gołej ziemi. — Co tu robisz? Ktoś mógł cię zauważyć.
— Nikt mnie nie widział, spokojnie. — Odpowiedziałam uśmiechając się. — Co u ciebie?
Wymieniłam z matką kilka słów, jednak ta wciąż wykazywała się podejrzliwością wobec powodu, dla którego ją odwiedziłam. Więc w końcu jej powiedziałam.
— Możemy znowu żyć razem. Jest sposób... — szepnęłam z nadzieją — Powstało nowe plemię. Alfa przyjmie także ciebie. Obiecał mi, że może to zrobić. Rasa nie gra roli.
Wadera obrzuciła mnie nagle zdenerwowałam spojrzeniem.
— Co!? Ela, czy ty zdradziłaś plemię!? Powinnaś być wierna wobec stada — zbliżała się do mnie z niebezpiecznym błyskiem w oku — Przecież razem z ojcem inaczej cię wychowywałam. — Syknęła rozczarowana.
Wspominanie tego mocno mnie ubodło. Owszem. Inaczej.
— Chciałam tylko, żebyśmy mogły żyć jak dawniej! Jak rodzina. Poza tym, sama mi wcześniej mówiłaś, że dawniej była to jedna, połączona wataha! Teraz też powinna taka być.
— Zrozum, że dla nich to już przeszłość.
Heather warknęła. Odpowiedziałam tym samym. Nie potrafiłam tego pojąć. Jak wogóle mogło dojść do rozpadu tego ogromnego bytu? Obróciłam się wokół własnej osi i nawet nie sprawdzając otoczenia pędem opuściłam grotę mamy.
Dawno tak się ze sobą nie żarłyśmy. Byłam na nią zła, a równocześnie pojawiło się we mnie poczucie winy. Silvestrea chciała zaprzepaścić taką szansę. Moje postępowanie też nie było prawidłowe. Zostawiłam plemię, do którego ledwo co dołączyłam, dla własnej sprawy. Podjęłam już tą decyzję. Nie zamierzam jej teraz zmienić. Mogę odpokutować zdradę zachowując wierność plemieniu Ciszy.
Opuściłam granicę i zaczęłam przemierzać opuszczone ziemie. Spacer i bliższe zapoznanie się z terenami może mnie uspokoi. Chociaż, czy ja wiem, aby zostawanie samemu ze swoimi myślami było dobre? Zwłaszcza gdy jesteś 'medium', któremu zaledwie kilka godzin temu ukazał się ostatni sen.
< Lenuś? c: >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz