Od Gevieli Cd Len'a

Nie miałam pojęcia czego spodziewać się po wizycie Alfy, kiedy zaledwie kilka godzin temu użyłam na nim tej dziwnej... mocy. Nie wierzę, przez cały czas myślałam, że Mel Silvestrea jest najzwyklejszym wilkiem żywiołów. Tata był demonem, to prawda, ale moi wujkowie, dziadkowie i ogólnie, cała rodzina od strony matki to normalne wilki posiadające wiele pomniejszych darów. Jakim cudem posiadam więc rasę Wilczego Boga!? Może istnieje jeszcze inny sposób, o którym nie wiedzieli autorzy księgi? W przeciwnym razie, coś jest mocno nie w porządku.
Ogarnęło mnie wzburzenie, kiedy samiec zaczął mówić o szczeniętach. Sposób w jaki to robił..! Mimo żądania, nie byłam w stanie zatrzymać grubych łez wypływających spod gromadzących wodę powiek. Jak on śmiał!?
— Len, to ty zachowujesz się żałośnie. Jak rozpieszczone młode, któremu wszystko musi pójść tak, jak tylko chce! — warknęłam na niego w gniewie. — Zostałem w to wplątany!? — powtórzyłam z jadem jego słowa. Nie miałam ochoty już nawet tego komentować. Uspokoiłam nieco nerwy i odezwałam się już ciszej. — Nie chcę zostać z tym sama, ale oboje nie jesteśmy na to chyba gotowi. Proszę, wyjdź stąd... Alfo.

<Len? Pogubiłam się ze swoimi myślami >…< >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon