Tak się złożyło, że akurat kiedy wpadłem w odwiedziny i stanąłem u wejściu jaskini ,,matki (moich) dzieci'', usłyszałem niemalże cały czytany przez nią fragment. Chyba znalazłem się tutaj w doskonałym momencie, gdyż niestety sam nie potrafię tłumaczyć run, a teraz nie muszę się już z tym trudzić.
- Nie wiedziałem, że potrafisz tłumaczyć runy. - stwierdziłem dosyć obojętnie, patrząc na zaskoczoną waderę, zaraz kiedy zauważyła moją obecność. - I nie wiedziałem, że Twoja matka była przeciwieństwem ojca. - mimowolnie podniosłem ton głosu, uświadamiając sobie, że wilczyca być może przez cały czas miała świadomość co stanie się po tym pocałunku. Poczułem się ciutkę wykorzystany, co zapewne nie mogło umknąć waderze w moim spojrzeniu.
- Nie zdawałam sobie sprawy z tego kim jestem! - wargi Szarej zadrgały, a oczy cały czas wpatrywały się w moje. Pokiwałem głową obojętnie i zerwałem to połączenie wzrokowe, spuszczając pysk w dół. - Ty też ukrywasz przede mną mnóstwo rzeczy! - jej reakcja na ten ruch była natychmiastowa. Wydawała się teraz pewniejsza siebie, zdenerwowana.
- Nie zaprzeczę twoim słowom, ale to nie ty zostałaś w tej chwili oszukana. To przez te bachory, prawda? - zmarszczyłem brwi, pytając wrednie. Geviela od razu postawiła szybki krok w moją stronę.
- Posłuchaj, to nie ty nosisz w brzuchu te szczeniaki tylko ja. Myślałam że skoro jesteś takim wszechmogącym Alfą nad Alfami to mogę ci zaufać, ale jednak się myliłam! I to ja tutaj zostałam wykorzystana, bo gdyby nie ty, nie byłoby tego wszystkiego! I wiesz co? Jak chcesz to sobie leć podbijać świat sam i na mnie więcej nie licz. Wychowam te szczeniaki sama, zdala od ciebie! - niemal wykrzyczała ostatnie zdania w moim kierunku. Była wściekła, a pomimo tego w jej oczach zauważyłem błysk napływających łez. Czy ona... płacze? Zacząłem wpatrywać się w nią jak sroka w kość. Więc to jednak moja wina? Ten stan? To wstrząśnięcie waderą noszącą w sobie nowe pokolenie? Właściwie... przecież w tych maluchach może być taka sama krew i siła co we mnie. Może nie będą takie złe? W końcu... będą moje.
- Nie rycz. - wypowiedziałem jednym tchem. - ostatnią osobą, którą widziałem w takim stanie była moja matka. Nienawidzę płaczu...jest żałosny i pokazuje tylko jacy jesteśmy słabi. Po za tym skoro zostałem już w to wplątany, nie zostawię cię samej. - warknąłem układając zdanie tak, by nie zabrzmiało dziwnie dla samego mnie. Być może to moja wina i uświadamiam sobie to dopiero teraz, ale nie pokażę przed nikim żadnej słabości. Zgoda, to ja ją w to wplątałem. Będę od teraz przykładnym przywódcą jak chciała moja siostra, a przynajmniej spróbuję takiego udać. Przykładnym... to za mało. Stanę się przez to Bogiem dla innych wilków. Nie będę tylko Alfą swojego Plemienia, ale Alfą Alf. I wyszkolę te... dzieci tak, aby były lepsze ode mnie. Nie będę tolerował żadnych słabości...
Geevi? ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz