Wilczyca wymieniła imię mojego pierworodnego. Wszystkie z nich były malutkie, miały takie duże główki, odstające małe uszka całkowicie nie pasujące do reszty. Piszczały i jęczały przepychając się pomiędzy sobą do mleka matki. Wyglądało to przezabawnie, jednak nie potrafiłem zebrać się na uśmiech. Moje odczucia mieszały się, nie wiedząc na co mam sobie pozwolić.
- Hvit... - wymówiłem spoglądając na podobną do mnie waderkę miziającą małą łapą futro wilczycy. - I Liquido. - mój wzrok przeniósł się na ciemniejszego basiorka. Nie miałem pomysłu jedynie na dwa ostatnie, jednego białego, a drugiego czarnego - najmniejszego. Ten drugi wyglądał słabo, chwiał się na łapach próbując wcisnąć pomiędzy rodzeństwo, jednak każda jego próba kończyła się porażką.
- Co powiesz na Walter i Loran? - samica mówiąc to popchnęła nosem ciemnego, chcąc pomóc mu dojść do mleka.
Skinąłem, zgadzając się z nią. Nawet nie zwróciłem uwagi na to, że jej matka cały czas się w nas wpatruje.
- To jego dzieci? - zapytała z nutą niezadowolenia w głosie, jednocześnie trochę się do nas zbliżając. Geviela przytaknęła, zerkając na nią. Zapanowała chwila ciszy. Wiedziałem już że starsza zapewne będzie chciała podzielić się z nami swoją opinią, ale to nie jej sprawa. Postawiłem uszy z miną irytacji. Chętnie bym teraz usłyszał, że wychodzi.
Gev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz