Od Gevieli Cd Leonarda

Wracałam od matki. Mel Silvestrea wyjaśniła mi wszystko czego potrzebowała i w jaki sposób powinnam to zdobyć. Jak ja nie miała wobec nikogo złych zamiarów. Pomimo to ciągle towarzyszyło mi jakieś nieprzyjemne uczucie. Nasze spotkanie odbyło się przy samej granicy z plemieniem Ziemi i trwało tylko kilka minut, w towarzyszącym nam pośpiechu. Nie chciałyśmy zostać nakryte. Przeżywać od nowa tego samego co wcześniej. Choć w nieco innym wydaniu. Myślę, że nikogo nie przejęłoby to, że jesteśmy rodziną. Może nawet wzbudziłoby to tylko większy zamęt. Uznanoby nas za szpiegów. Pod presją pojawiają się najróżniejsze podejrzenia.
Byłam już na granicy terenów wszystkich plemion, kiedy nagle rzucił się na mnie wilk, który zauważył mnie już wcześniej, gdy zmierzałam na spotkanie z matką. Czekał tu specjalnie? Myślałam, że spał, jednak to spostrzeżenie okazało się być błędne. A teraz znajdowałam się przygnieciona do ziemi, pomiędzy łapami złotowłosego basiora.
Zachowywał się inaczej niż przy naszym pierwszym spotkaniu. Zdecydowanie inaczej. Jakby mu coś upadło na mózg. W jedno popołudnie można zmienić się ze zwyczajnego, ułożonego wilka w psychopatę? Bo tak to właśnie wyglądało. Jego śmiech, jego słowa. To wszystko.
— Puszczaj. — Warknęłam. Próbowałam zrzucić z siebie napastnika lecz ten tylko uwidocznił bardziej swoje kły i przycisnął ostre pazury do mojej tchawicy. Czułam jak się na niej zaciskają jednak wilk zostawił mi nieco przestrzeni na oddech.
Może jego celem nie było pozbawienie mnie życia. Jeszcze, póki nad sobą panował. Jeśli to, co teraz sobą prezentował można było uznać za opanowanie.
— Wiem. Gdzie. Byłaś. — Zaznaczył każde słowo z osobna, kładąc na nie niewiarygodny nacisk. Patrzył na mnie z wyższością.
Wzięłam nerwowy haust powietrza, pomiędzy jego zaciśniętymi na mojej szyi łapami. Złość mieszała się teraz z niepewnością i strachem. Był nieobliczalny. A ja zapewne nie mogłabym się z nim równać. Miałam na to zbyt mało sił.
— Nie zrobiłam niczego nieodpowiedniego. — Odparłam już bardziej opanowanym głosem.
— Doprawdy?
Na jego pysku zagościł złośliwy wyraz. Chyba wpadłam na pomysł. Było to dla mnie nienajłatwiejsze do wykonania i wiele będzie kosztować, jednak coś zrobić muszę. A on jest wilkiem ognia, czy tak? Wobec tego, powinno zadziałać.
Spokojnym ruchem położyłam przednie łapy na klatce piersiowej wilka. Basior wydawał się zaskoczony. Patrzyłam prosto w jego zielone oczy. Pod tym świdrującym spojrzeniem nie łatwo było się skupić. I nie udało mi się w pełni. Dlatego mój plan nie wypalił tak jak chciałam.
Złoty syknął głośno, kiedy lód pokrył jego futro przenikając aż do skóry, w okolicach gdzie znajdowały się moje łapy. I byłoby to dobrze, gdyby nie to, że moje łapy też pokryły się nagle szronem przymarzając do sierści osobnika. Nawet mnie to zimno szczypało jak ch*lera. Patrzyłam jedynie oszołomiona na to, co się stało.

< Leonardo? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon