Od Leonarda Cd Gevieli

- Ch*lera! Co ty robisz?! - syknąłem z zaskoczenia, ale i skraju wytrzymałości nerwowej. Ta wadera była zdecydowanie zbyt pewna siebie. Na szczęście ja posiadam ogień, więc użyłem go, aby czym prędzej uwolnić nas od wspólnego zamarznięcia. Kiedy tylko ciepło sięgnęło mojej sierści na klatce piersiowej i odmroziło ją od łap tej wadery zeskoczyłem z niej z wrogością na twarzy. Miałem ochotę ją za to ukarać, coś nawet podpowiadało mi, aby uśmiercić, jednak nie taki był mój cel. Martwa do niczego się już nie przyda.
Odróciłem się w jej stronę, patrząc jak próbuje wstać na obolałych od zimna łapach. Zapewne gdyby nie to, już uciekałaby będąc jakąś odległość ode mnie. Zachwiała się, a ja zamiast jej pomóc, uderzyłem ją w policzek, tak, że znowu upadła. Już po chwili na pysku wadery widniały ślady po moich pazurach. Nie krwawiły mocno, jednak wilczyca odruchowo dotknęła miejsca łapą. Podniosła na mnie wzrok pełen wyrzutu, miałem wrażenie, że również trochę strachu. Pomimo to nie miałem ochoty ukazywać niczego więcej niż obojętności.
- Nie musiało do tego dojść. To twoja wina. - stwierdziłem oschle, patrząc na ciętą ranę, z której spływała coraz bardziej krew. - Gdybyś nie próbowała bezskutecznie się uwolnić, nie musiałbym mitrężyć. - Przewróciłem oczami.
- Czego chcesz?! - uniosła na mnie gniewne spojrzenie. Na pewno już miała mnie kompletnie dosyć. Zaśmiałem się, odczytując to z jej twarzy. Mimowolnie rozluźniłem swoje ciało, patrząc na nią z góry.
- Od naszego ostatniego spotkania naprawdę wiele się zmieniło. Nie jestem już nędznym uczniem Plemienia Ognia, a Alfą nowego, o wiele lepszego. Pomyślałem, że o wiele łatwiej byłoby ci żyć, mogąc spotykać się z matką już bez żadnych obaw o śmierć, prawda? - przekszywiłem pysk delikatnie w bok, patrząc w nań oczy. - Nowo powstałe Plemię Ciszy cechuje się tolerancją wobec wszystkich czterech żywiołów, a więc i ty i twoja matka mogłybyście żyć w nim jako normalna, wilcza rodzina. Jedynym warunkiem za tę przysługę byłoby bezwzględne posłuszeństwo wobec mnie i mojej siostry. To chyba nie dużo, biorąc pod uwagę waszą obecną sytuację, oraz to, że ja nie wydaję bezmyślnych rozkazów, prawda?
- Skąd mogę mieć pewność, że mnie nie okłamujesz i że nie ma w tym żadnego haczyka? - warknęła próbując się podnieść. Tym razem pomogłem jej bez względu na to, czy tego chciała, czy nie. Przy okazji nachyliłem się, by wyszeptać w odpowiedzi do ucha samicy.
- Nie możesz mieć co do tego pewności. Możesz tylko zaufać mnie lub swojej intuicji. Decyzja należy do ciebie. - ostatnie zdanie wypowiedziałem tak, jakby miało to dla niej znaczenie życia lub śmierci. Nie zamierzałem tolerować odmowy, na pewno po jakimś czasie byłaby wdzięczna za to co dla niej zrobię.

Gaviela?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon