Od Adrika Cd Jolanty #19

9.04.2020
A więc we właśnie tej wiosce wreszcie natrafiłem na inne metamorfozy takie jak ja, których organizmy zdołały samodzielnie ewoluować. W dodatku ze słów tamtej kobiety wynikało, że mogły mieć nawet wyższe zdolności niż ja, wychodzące poza te związane z gatunkami, które mają we krwi. Anomalie. Widziałem już takie, ale były zdecydowaną rzadkością. Na półwyspie nie udało mi się jeszcze złapać żadnej z takich hybryd, gdyż zwykle to moi ludzie na nie natrafiali, a niestety oni sami nie mieli wystarczającej siły i wiedzy na temat tego, jak z owymi okazami postępować. Tak więc ta wioska była dla mnie niczym wymarzony świąteczny prezent. Musiałem tylko dowiedzieć się jak go prawidłowo rozpakować no i... - Akurat naprawiałem drzwi, kiedy w oczy rzuciły mi się dwie, ciemno ubrane postacie, przechadzające się przez wioskę, rozmawiając o czymś. Zniknęły za jednym z domów, podczas gdy ja omal nie urwałem klamki, zawieszając spojrzenie w miejscu, w którym zniknęły.
– Cholera jasna! – nie minęła nawet chwila gdy uświadomiłem sobie, że to co widziałem działo się naprawdę. Trzasnąłem drzwiami wchodząc do środka i mijając się z Jolantą, która akurat zamiatała podłogę. Miałem wrażenie, że drgnęła gdy wyrwałem ją z transu wykonywania tej czynności. Spoglądała na mnie zadając nieme pytanie, jednak gdy nie odpowiadałem jej, siedząc w świecie własnych myśli i chodząc w kółko po pokoju, zdecydowała się zadać je głośno.
– O co chodzi? – stała z miotłą w ręce, chyba nie zamierzając wrócić do sprzątania, póki nie dowie się co się stało.
– Przeklęci ludzie z Morhen tu są! – warknąłem w odpowiedzi.
– Mor...hen? – nie byłem pewny czy mówi do mnie tak mamrocząc, czy już dawno zapomniała czym jest to, o czym jej powiedziałem, ale już po chwili wyraźnie się ożywiła. – Morhen?! Skąd oni się tu wzięli? Czy to znaczy że wrócimy do domu? Próbują opanować całą tą sytuację i uratować będących tu ludzi? – stanęła przede mną i chyba cudem opanowała się przed potrząśnięciem mnie za ramiona, jakby chciała żebym jej odpowiedział, zanim jeszcze skończyła zadawać pytania. Chyba nawet... wydawała się radosna z powodu tego, co usłyszała...
– O czym ty gadasz... Gdyby chcieli ich uratować, zrobiliby to w chwili, gdy dowiedzieli się co tu się stało, czyli dokładnie kilka lat temu. – odpowiedziałem, marszcząc brwi i patrząc jej przy tym prosto w oczy. Iskierki radości jakby przygasły w jej oczach.
– Co? No to... Co oni tu robią? – zapytała już ciszej. No tak... Przecież ona zupełnie nic nie wie. Westchnąłem, odwracając się od niej. Nie byłem pewien co w ogóle mam jej odpowiedzieć. I czy w ogóle jej o czymkolwiek mówić, o tym, o czym nie mówiłem jeszcze zupełnie nikomu.
Nie chciałem jej odpowiadać, ale ciągle gapiła się na mnie i zrozumiałem, że nie mam wyboru.
– Po prostu się do nich nie zbliżaj, dobra? – trochę odwarknąłem, odwracając się znowu w jej stronę.
– Ale dlaczego? – zmarszczyła brwi, wyglądając na złą.
– Nie zbliżaj się do nich, rozumiesz?! – zawołałem ze złością, wbijając w nią srogie spojrzenie lodowych oczu. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że może zabrzmiało to trochę za ostro. Dziewczyna już się nie odzywała. Przewróciłem oczami i mruknąłem, że idę naprawiać dach, po czym minąłem ją i wyszedłem na zewnątrz. Ciągle w myślach przeklinałem ludzi, których tu zobaczyłem. Łowcy króla Morhen. Właśnie próbują sprzątnąć mi mój prezent sprzed nosa, a później pewnie będą chcieli, żebym bawił się nim na ich warunkach. Miałem ochotę zająć się nimi tak, by nikt się o tym nie dowiedział. Najlepiej, żeby wyglądało to jakby nagle rozpłynęli się w powietrzu i nigdy nie wrócili. Problem w tym, że nie wiedziałem ilu ich jest, a nie mogłem dopuścić do tego, by którykolwiek z nich będąc w ukryciu zobaczył co robię z jego współpracownikami.

Jolka?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon