17.04.2020
Odłożyłam słomianą miotłę kiedy już skończyłam zmiatać podłogi. Było tu tak zakurzone że pomimo dokładnego wymiatania część pyłu wirowała jeszcze w powietrzu, kręcąc mnie nieprzyjemnie w nosie i dopiero po chwili zaczynała z powrotem opadać na posadzkę. Będę musiała wymyć podłogi żeby pozbyć się nieprzyjemnego brudu.
— A-psik!
Zakryłam nos i wytarłam wierzchem dłoni kiedy nie udało mi się powstrzymać kichnięcia. Westchnęłam zrezygnowana. Nie było do dyspozycji żadnego wiadra ani tym bardziej mopa żeby można było pozmywać podłogi. Będę zmuszona zrobić to rękami ze ścierką..? Na to niestety wychodziło. Zostawiłam to jednak jeszcze na trochę i wcześniej uprzątnęłam wszystkie kurze z szafek i półek w kuchni a później w sypialni. Mieliśmy tylko jedno łóżko, nawet nie wiem czy w pełni funkcjonalne. Będę musiała coś wymyślić przed wieczorem. Znaleźć jakieś dodatkowe okrycia. Nie było tu nawet żadnej sofy ani fotela, żebym mogła spędzić na nim noc, więc zostaje mi chyba nocowanie na podłodze.
Po starciu z szafek i pozbyciu się zaległych w kątach pajęczyn zajęłam się w końcu podłogami. Kolana nieprzyjemnie wbijały się w posadzkę, ale przez myśli, które zawładnęły moim umysłem nie odczuwałam tak tego. Wróciłam wspomnieniami do sytuacji jeszcze sprzed kilkunastu minut. Adrik wydawał się dość zdenerwowany pojawieniem się mieszkańców Morhen. To naprawdę tak źle, że ktoś zza morza przyjechał? Może i ludzie na Aralun wolą być w swoim własnym otoczeniu, ale przecież nie mamy chyba złych stosunków z Morhen. A może mamy..? Kto wie ile zdążyło się zmienić przez ten czas kiedy ostatnio miałam kontakt z kimś więcej niż tylko Nerge. Uświadomiłam sobie jak niewiele mogłam tak naprawdę wiedzieć teraz o obecnej sytuacji. Przez trzy lata trwałam w kompletnej dezinformacji o tym co dzieje się chociażby na półwyspie, a tym bardziej poza nim. Jeśli kiedykolwiek przychodziło mi i Nerge spotkać jakiegoś innego człowieka i tak nie rozmawialiśmy o tym co dzieje się za morzem. Zazwyczaj po prostu nikt nic nie wiedział. Jeśli było trzeba najpilniejsza była wymiana informacji o najbliższych niebezpieczeństwach. Tutaj, teraz, dla wszystkich liczyła się głównie wolność i przetrwanie. Ale Adrik... Adrik był "u szczytu". Musiał mieć dostęp do informacji i z pewnością wiedział jakie są układy. Po tym jak jego eksperymenty jego, a wcześniej Ruvika, zamieszały na całym półwyspie nie było możliwości żeby tak po prostu nie interesował się co dzieje się w innych miejscach. Ludzie z zewnątrz byli dla niego zagrożeniem?
Ponownie poczułam wyrzuty sumienia. Sprowadziłam lisa do nory i teraz naukowiec to wykorzysta. Spotkanie w lesie tego chłopca było jednym wielkim nieszczęściem. Muszę powiedzieć tym ludziom że są w niebezpieczeństwie! Muszą przecież wiedzieć, muszą uciec! Ale... Nie wiem czy umiem im powiedzieć. Dokąd mają uciec? Teraz wystarczy, że Adrik poszedłby za nimi. Chyba że jeszcze jemu coś by zrobili..? Nie! Nie mogę czuć się winna za niego. Zrobił nam wszystkim tyle złego, nie powinnam czuć wyrzutów sumienia, zasługuje przecież żeby ludzie się odegrali. A równocześnie... nie potrafiłam uwierzyć, że robił to wszystko bez powodu, na siłę wszystkich przemieniać. Nigdy nie miałam do czynienia z szaleńcem. Czy szaleńcy zachowują się jak on? Czy tak normalnie potrafią rozmawiać, zachowywać się? Wyciągnął mnie wtedy z twierdzy kiedy została zaatakowana... Uważałam go za wariata kiedy jeszcze razem z Nerge chowaliśmy się w lesie, ale teraz, kiedy już go spotkałam, kiedy stanęliśmy twarzą w twarz, to nie było dla mnie tak oczywiste.
Westchnęłam ciężko. To moja wina. Wszystko co stanie się z mieszkańcami wioski będzie przeze mnie jeśli ich nie ostrzegę. Nie... To nie moja wina. To Adrik a nie ja chcę im to zrobić. To on chce ich skrzywdzić, ale... Przecież gdybym im powiedziała! A jeśli to jeszcze bardziej się na nich odbije? Z drugiej strony miałam dziwne wrażenie że coś jest po prostu nie tak. Coś było mocno nie w porządku z całą postawą Adrika. Albo ze mną. Powiedziałam mu wtedy, że gdyby mnie spytał może sama zgodziłabym się na eksperymenty. To nie było kłamstwo, chociaż sama nie wiem co bym zdecydowała. Ale zmuszać kogoś? Nikt o zdrowych zmysłach po zmuszeniu nie zostałby przy nim.
Udało mi się dokończyć sprzątanie zanim naukowiec wrócił z dachu. Wydawał się już spokojniejszy, ale teraz z kolei to ja nie czułam się zbyt pewnie żeby się do niego odezwać. W głowie ciągle siedziały mi uporczywe myśli, że powinnam powiedzieć mieszkańcom o Adriku. Kiedy wyszłam na zewnątrz, kiedy odwiedziłam matkę Marka, która postanowiła użyczyć nam jeden komplet pościeli bo tylko tyle mogła dać i kiedy zaprosiła nas na kolację u nich w mieszkaniu - ciągle wracałam to możliwej wizji przyszłości, jak to wszystko popada w ruinę, a ludzie są zabierani do miasta gdzie naukowiec miał pełną kontrolę. Ale nic nie powiedziałam. Trzymałam to w sobie, chociaż sama nie potrafiłam z tym wytrzymać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz