Od Adrik'a Cd Jolanty #7

Chwilę po tym jak nakazałem swoim metamorfozom atak, pojawili się również inni ludzie. Śledzili nas? Byli w pobliżu? Naprawdę mnie to nie obchodziło. Byłem pewny, że moi wojownicy dają im radę i tak właśnie się stało. Zabraliśmy ich do miasta, do starego szpitala, w którym to miałem podać geny przybyłym. Wolałem zrobić to od razu, aby jak najszybszej móc przydzielić ich do prac w mieście. Dziewczynę zostawiłem sobie na koniec... Ona miała stać się obiektem testowym, dlatego chciałem podać jej coś innego niż reszcie. Gen był gotowy dopiero następnego dnia.
Wszedłem do sali w której się znajdowała akurat, gdy już się obudziła. Uchyliła delikatnie powieki, słysząc jak się zbliżam.
- Już się obudziłaś? - przechyliłem głowę delikatnie w bok. Mięśnie jej rąk i nóg napięły się, chcąc rozruszać obolałe kończyny, jednak uniemożliwiały to pasy, trzymające w bezruchu ciało dziewczyny. Była trochę zdziwiona zaistniałą sytuacją, widziałem to po jej twarzy. Przeniosła wzrok na trzymany przeze mnie przedmiot - strzykawkę z cieniutką igłą, czekającą tylko na to, aby zatopić się w czyimś ciele.
- Co to? - zapytała drżącym, obolałym głosem. Przeniosłem wzrok z przedmiotu prosto w jej oczy.
- Gen, który zaraz ci podam. - odpowiedziałem spokojnym tonem. Nie wyglądała jednak na zaskoczoną, bardziej rozczarowaną.
- Dlaczego to robisz? Przecież nie musisz nikomu służyć... - powiedziała, spoglądając mi w oczy. Mimowolnie na mojej twarzy pojawiło się rozbawienie.
- Przecież wiem. Służę sobie. - odpowiedziałem z pewnością. Już miałem chwycić jej dłoń, aby podać gen, kiedy nagle drzwi otworzyły się z trzaskiem, uderzając ostro w ścianę, a do środka wpadł uzbrojony jedynie w potężny młot człowiek. Upuściłem strzykawkę, która roztrzaskała się pod moimi nogami na drobny mak.
- Cholera. - syknąłem, przewracając stół z przypiętą do niego dziewczyną, by po chwili również odskoczyć w ostatniej chwili przed młotem, który wbił się w ziemię. Nie czekając na kolejny rozmach przeciwnika, wskoczyłem na jego kark, by sprawnym ruchem wykręcić go na drugą stronę. Zeskoczyłem z niego, zanim zdążył opaść na ziemię i szybko odpiąłem pasy trzymające Jolantę. Pociągnąłem ją ostro za rękę, aby jak najszybciej wybiec z pomieszczenia. Ruszyliśmy biegiem przez korytarz, starając się omijać wszelkie przeszkody. Ja dałbym im radę, jednak dziewczyna była tylko kruchym człowiekiem.
- Bunt. - mruknąłem znikając z nią za zaułkiem. Korytarzami niosły się najróżniesze krzyki i dźwięki bitwy. Wepchnąłem Olivę za pierwsze, lepsze drzwi schowka i szybko zamknąłem je na klucz.
- Ej, co ty robisz?! - usłyszałem przez drzwi, w które zaczęła uderzać pięściami.
- Wybacz, ale tym muszę zająć się sam. - odkrzyknąłem po czym rzuciłem się korytarzem w stronę odgłosów walki. Nie mogłem ryzykować straty obiektu testowego.

Jola? Co robisz? Dasz radę się uwolnić? A może ktoś to zrobi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon