Od Jolanty Cd Adrik'a #6

Chatkę myśliwską opuściliśmy wczesnym rankiem. Niemalże tuż po świcie. Nie mogę zaprzeczyć - byłam pod wrażeniem, że udało nam się wstać i przygotować do drogi jeszcze przed wejściem na nieboskłon ognistej kuli. Zwłaszcza, że to Nerge posiadał zazwyczaj ogromne trudności z wczesnym wstawaniem.
Słońce zdążyło już pokonać kawałek swojej trasy, kiedy mój przyjaciel zarządził o odpoczynku, a Adrik zaproponował podejście chociaż do pobliskiej polany. Czułam zmęczenie. Oj tak. Wizja zdobycia ważnych roślinności wydawała się jednak nad wyraz silna. Dlatego zdecydowałam za siebie i czarnowłosego, że jednak pójdziemy dalej.
Zrównałam się krokiem z metamorfozą. Nie wydawał się być inny od nas. Może i idący za mną Nerge zdążył już zaliczyć z nim sprzeczkę, jednak czy to też nie czyni go bardziej ludzkim? A może właśnie za to odpowiada gen metamorfozy... Sprawia, że zachowania są zwierzęce? Nie mam pojęcia.
Uhu! Dotarliśmy! Szczerze mówiąc - czułam rosnące podekscytowanie. Z dwóch powodów. No, może nawet i trzech. Po pierwsze: może uda mi się znaleźć to, czego już długo szukałam w pobliżu domu. Jest to jednak jeden z mniej ważnych motywatorów, jak stwierdziłam po chwili. Po drugie: to było jak normalny spacer! Żadne polowanie, normalna przechadzka. A nigdy też nie ruszyłam z Nerge w tym kierunku. No i trzecia sprawa... Minęło sporo czasu, od momentu, gdy widziałam inną twarz niż szkolnego towarzysza. Naprawdę długo trwało, nim miałam okazję z kimkolwiek innym porozmawiać. Może to dlatego wydawałam się bardziej żywa samej sobie.
Wszystkie te emocje, moment uniesienia zostały jednak zachwiane, a następnie zburzone. Silna i twarda dłoń chwyciła mnie za ramię cofając nieco do tyłu. A właśnie mieliśmy wejść na polanę. Co jest na duchy przodków!?
— Ktoś tu jest. — Poważny głos przyjaciela zadudnił w mojej głowie, jakby ta informacja nie umiała jej opuścić.
Spojrzałam zaciekawiona za linię drzew. Na tyle, ile byłam w stanie. Właśnie wtedy nasz towarzysz obrócił się do nas twarzą. Po raz drugi przemknęło mi przez myśl, że w jego wzroku znajduje się coś groźnego i przerażającego. A zarazem zupełnie innego, niż widywałam to nie raz w oczach Nerge.
— No, no. Bystrzak z ciebie.
Coś przemknęło z boku. Wysoka, owłosiona postać. Wilkołak? Swoim lśniącym spojrzeniem tylko na moment zatrzymał się na nowo poznanym. Potem skierował go na nas. A ledwo to nastąpiło jego wargi unosiły się wysoko, z groźnym warknięciem.
Czarnowłosy natychmiastowo szarpnął mnie w tył, chowając za swoim ciałem. Wilkołak jedynie drgnął. Jakby na coś czekał.
— Oszust! — krzyknął z jadem Nerge.
Poczułam się zawiedziona. Nie moim przyjacielem. W duchu mu teraz dziękowałam, bo choć jego głos drżał on wciąż chciał mnie bronić. Moje uczucie skierowane było na Adrika. Zawiodłam się, bo przez tak długi czas byliśmy w stanie bezpiecznie się ukrywać, nawet nie tak daleko od miasta, a teraz pojawił się on i ja za nim poszłam. Nie znałam go, ale wyglądał na miłą osobę. Jego reakcje były tak naturalne i prawdziwe. Byłam zawiedziona na sobie, bo mu uwierzyłam. Nerge tego nie zrobił. Przyszedł tutaj za mną. Wiedziałam o tym.
Adrik wzruszył obojętnie ramionami na oskarżenie mojego przyjaciela. Naprawdę, dalej nie mogę uwierzyć. Czy to możliwe, żeby ten chłopak, będący zapewne w wieku podobnym do mnie i Nerge, mógł być jakimś podwładnym tego szaleńca, przez którego tyle lat tutaj tkwimy!? Nie możliwe...
Kolejne dwie, puchate postaci pojawiły się w otoczeniu.
— Brać ich. — Krótki, znudzony rozkaz wydobył się z ust nastolatka stojącego przed nami.
Nie wierzę...
Adrik odwrócił się do nas plecami. Dłonie Nerge mocniej zacisnęły się na moich przedramionach. Tylko na chwilę. Chłopak próbował nas jakoś wycofać z tej sytuacji, ale zdawał sobie sprawę, że przeciwnicy są dużo silniejsi. Przyglądali się nam tylko przez ułamek sekundy. Jakby podziwiali nowe zabawki.
Pierwsza z bestii natarła na mojego przyjaciela. Był bardziej odsłonięty, dlatego znalazł się na linii ataku. Czułam się zagubiona. Przestraszona i kompletnie nie na miejscu. Gniew na człowieka, przez którego teraz tu jesteśmy tlił się we mnie równie mocno, co poczucie winy, że to również moja sprawka.
Nerge okładał i kopał swojego przeciwnika. Mocny uścisk na ramieniu przywrócił mnie do rzeczywistości. Wzdrygnęłam się widząc na nim owłosioną łapę o palcach zakończonych ostrymi pazurami. Co więcej, z mojego gardła wydostał się wrzask strachu. Krótki. Zakoczony.
Zaczęłam się szarpać. Na marne. Metamorfoza rozjuszona moim zachowaniem odrzuciła mnie w bok. Zaskoczenie wywołane pobytem w powietrzu zniknęło w chwili, gdy upadłam na drzewo a moja głowa uderzyła o twardy pień. Dzwonienie w uszach przeniosło się na cały umysł przyćmiewając go. Czaszka mnie bolała. Miałam wrażenie, że po potylicy rozchodzi się okropne ciepło. Denerwujące, lepkie. Jakby... krew. Miałam mroczki przed oczami. Zanim straciłam przytomność zdążyłam jeszcze usłyszeć powstające zamieszanie. Ludzie?
Kiedy ponownie otworzyłam oczy towarzyszyło mi nieznośne uczucie kiwania. Przód, tył, przód, tył, w górę i w dół. Głowa bezwładnie zwisała mi w dół. Nie miałam nawet siły by ją unieść. Odkręciłam szyję w bok. Ściana lasu oddalała się z każdym wykonanym drgnięciem. Unosiłam się nad ziemią. Szorstkie futro, które czułam na swoim ciele było ostatnią rzeczą, o jakiej zdążyłam pomyśleć nim znowu straciłam rezon.
***
Powieki były ciężkie. Miałam wrażenie, że każdy mój mięsień, każdy skrawek ciała jest sztywny, a przy tym obolały. Gardło paliło żywym ogniem. Gdzie właściwie jestem?

Więc, co się z Nią teraz stanie? Adriczkuu?  ;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon