Nade mną słońce schowane za grubymi chmurami, a w towarzystwie tylko odległy dźwięk pracującego miasta i szum drzew. Wyglądało, jakby miało się zaraz rozpadać.
Przyjrzałem się spokojnemu, leśnemu otoczeniu, kierując powolnie w jego głąb. Wszystko tu było takie nienaruszone, dzikie - jak za każdym razem kiedy wybieram się na samotne poszukiwania. Owszem, moi wojownicy przyprowadzają czasami własnoręcznie złapanych ludzi, jednak wśród nich to co innego. Przecież nikt nie podejrzewałby młodego, słabego nastolatka o bycie władcą tego wszystkiego, który to właśnie on tropi i porywa do niewoli coraz to nowszych, ba! Nawet nikt by nie pomyślał o mnie jak o wojowniku takiego władcy! Przy każdym razie tak jest, więc teraz również tak będzie. Sam schwytam kogoś dla zabawy i przyprowadzę lub przywkolę go do miasta. Może akurat przydzielę go jako obiekt testowy? Cóż, również w pracach fizycznych miejsca jest wiele, więc nie będzie problemu.
Dotknąłem ręką wyrytego w korze drzewnej, dziwnego znaku. Wyglądał jak zwyczajne draśnięcie pazurami typowego wilkołaka, jednak coś w nim było nie tak. Może dlatego, że znajdowałem się już dosyć daleko od granicy rozpoczęcia tego lasu? Sam nie wiem. Odpowiedź jednak sama do mnie przyszła, kiedy poczułem zapach dymu i ujrzałem jego cienką, ciemną stróżkę biegnącą po niebie tuż nade mną. Czyżby gdzieś blisko znajdowała się osada? To byłoby niezwykle korzystne odkrycie.
Podążyłem więc za śladem, aż przede mną, pomiędzy drzewami zamajaczyła postać małego domku. To z jego komina wydobywał się dym. Zaraz kiedy zbliżyłem się do celu, pomiędzy drzewami przemknęła czyjaś sylwetka. Od razu ruszyłem w jej stronę, nawet nie zastanawiając się czy ten ktoś mógłby być groźny. Oparłem się o drzewo, przyglądając jak dość wysoki mężczyzna kawałek od swojego domu rąbie drewno. Dopiero kiedy się odwrócił, dostrzegł że w ogóle tutaj jestem. Zmierzyłem go spojrzeniem swoich chłodnych oczu od stóp do głowy, zakładając ręce na piersi.
- Kim jesteś? - warknął przecierając czoło rękawem. Wstrząsnąłem obojętnie ramionami w odpowiedzi. Wiedziałem, że to go wkurzy. Od razu upuścił siekierę na ziemię i podchodząc do mnie stanowczo, podwinął rękawy. - Zdajesz sobie sprawę, że mogę teraz bardzo łatwo wziąść cię za wroga? - zapytał stając przede mną. Był zdecydowanie wyższy, jednak wiekowo wyglądał podobnie. Nie miałem ochoty mu odpowiadać, więc po prostu milczałem, wpatrując się w jego oczy. W końcu nie wytrzymał. - Wynocha. Wracaj skąd przyszedłeś, dzieciaku. - wycedził w moją stronę ze złością. Jego ręka już wędrowała do mojego kołnierza, jednak szybkim ruchem ją odepchnąłem, a drugą zadałem mu mocny cios w twarz. Kiedy przewrócił się na ziemię, chciał sięgnąć siekiery, ale wtedy zasadziłem mu silnego kopa prosto w kręgosłup. Później kolejnego, kolejnego i kolejnego, patrząc jak zwija się pode mną z bólu. Miałem już zakończyć tą zabawę i sprawić, by urwał mu się film, kiedy poczułem czyjąś obecność. Zatrzymałem gwałtownie swoje poczynania i odwróciłem głowę w stronę ciemnowłosej dziewczyny, stojącej nieopodal. Musiała pojawić się tutaj dopiero przed chwilą.
Oliva? Co zrobisz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz