Zmierzyłam go ponurym spojrzeniem. A żeby tylko oberwał w ten pusty czerep!
— Gdyby zmiany, które wprowadziłeś ty, zachodziły w ludziach naturalnie nikt by się nie sprzeciwiał. — Burknęłam. *** — Ty robisz to wbrew ich woli. Mógłbyś chociaż spytać czego chcą.
— I myślisz, że by się zgadzali?! — wzdrygnęłam się na jego podniesiony głos — Zgodziłabyś się!?
— Może tak! — Odpowiedziałam tym samym tonem co młodzieniec.
Zatkałam usta dłonią. Nie miałam mówić tego na głos! Patrzyłam na niego w szoku. Jak zawsze ciężko było cokolwiek wyczytać z jego twarzy. Bałam się reakcji... A jednak ona nie przyszła. Serce biło mi teraz nerwowo w piersi. Nie wiedziałam o czym myśli. Powinnam była siedzieć cicho.
Mężczyzna ruszył do przedu. Przez chwilę obserwowałam go zaskoczona. Nic nie powiedział? Dystans stawał się coraz większy. Spojrzałam za siebie. Zostawałam tak bardzo w tyle, że ucieczka nie byłaby problemem. Spojrzałam na Adrika. Byłam ciekawa. Pobiegłam za nim. Zwolniłam tuż przy mężczyźnie. Poczułam na sobie jego spojrzenie. Zaraz po tym ŁUP. Dźwięk łamania gałęzi. Stanęłam zaskoczona. Zarejestrowałam tylko, że Adrik trzyma się za bok głowy. Stuk. Kolejne uderzenie. Szyszka. Spadła na jego głowę. Patrzyłam szeroko otwartymi oczami.
<Adrik?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz