Od Jolanty Cd Adrika #22

19.05.2020
W momencie kiedy gospodarz przyniósł alkohol robiony przez jego żonę poczułam niepewność. Nie miałam pojęcia jak było to z naukowcem, ale ja nigdy dotąd nie miałam w ustach żadnego napoju wyskokowego. Babcia mówiła, że alkohol utrudnia naszym duchom porozumienie i blokuje ich wędrówki, a nawet że mogłyby się od nas odwrócić. W zadziwieniu patrzyłam jak mężczyźni wspólnie wypili dwie kolejki w bardzo krótkim czasie, kiedy ja wciąż próbowałam się przemóc choćby do spróbowania. Widząc ich popisy i serdeczny uśmiech kobiety siedzącej po drugiej stronie stołu poczułam się w końcu zachęcona. Wzięłam niepewny łyk trunku, w myślach kierując przeprosiny do babci, która uczyła mnie plemiennego wychowania. Skrzywiłam się na cierpki smak wina, który pozostał na moim podniebieniu i lekko szczypał w gardle. Nawet ten zapach kręcił mnie w nosie. Po pierwszym łyku byłam sceptycznie nastawiona do kolejnego picia, ale nawet nie zorientowałam się kiedy moja ręka odruchowo znów przysunęła kubek do ust.
Usilnie starałam się nadążać za rozmową poruszaną przy stole. Mętna mgiełka ogarniająca mój umysł sprawiała, że miałam wrażenie znajdowania się w lekkim oddaleniu od towarzyszących mi osób. Uśmiechałam się pod nosem na temat jaki wybrał sobie Thomas. Byłam rozbawiona do momentu, kiedy zwrócił na mnie wyczekujące spojrzenie i kiedy zdałam sobie sprawę że chciał usłyszeć naszą historię miłosną.
Najpierw w otępieniu patrzyłam po ich twarzach, potem gwałtownie zamrugałam próbując powrócić do rzeczywistości. Może tylko odpłynęłam na chwilę i tylko mi się zdawało, że zadano to pytanie? Oczekujące spojrzenia brutalnie uświadomiły mi jednak, że naprawdę chcą o tym usłyszeć. Przeniosłam zestresowane spojrzenie na Adrika. Zamiast pomocy znalazłam w jego spojrzeniu jedynie rozbawienie i ciekawość. Wzięłam łyk alkoholu. Spory i długi. Panicznie szukałam w głowie co miałabym powiedzieć. Ledwo udało mi się przełknąć alkohol którego nabrałam tyle, że aż wypełnił mi policzki. Skrzywiłam się nieznacznie na nagłą trudność w oddychaniu. Odkaszlnęłam krótko i szybko przeprosiłam za swoje zachowanie.
— My nie... To znaczy... To stało się niedawno — mówiłam cicho, uparcie wpatrując się w stół. Trzeba jakoś naprostować tą sytuację. Zaśmiałam się nerwowo na słowa które miałam zamiar wypowiedzieć. — Dalej nie mogę się przyzwyczaić, że naprawdę jesteśmy teraz razem. Znaczy, po prostu nie spodziewałam się że on... też...
Skierowałam na Adrika ukradkowe spojrzenie, zanim spojrzałam w jego jasne oczy.
— To on powinien opowiadać tą historię! — odparłam z wyrzutem — Nie umiem dobrze opowiadać.
— O nie, na mnie tego nie zrzucisz. Poza tym nigdy nie słyszałem jak to wyglądało z twojej strony. Chyba nie pozbawisz mnie tej przyjemności?
Zrobiło mi się gwałtownie cieplej na twarzy. Dupek!
— Też nigdy nie słyszałam tej historii opowiadanej przez ciebie!
— Och, proszę, nie ma się czego wstydzić — mama Marka próbowała mnie zachęcić. Podciągnęła krzesło bliżej stołu pochylając się w moją stronę, dając znać, że skupia na mnie całą uwagę. — Uwielbiam słuchać takich historii. Opowiedz nam.
— To nie jest nic ekscytującego...
Małżeństwo nie ustawało jednak w zachętach, tak samo Adrik zdawał się usilnie próbować wydobyć ze mnie historię, która nigdy nie miała miejsca. W końcu ugięłam się pod naporem. Kiedy westchnęłam ze zrezygnowaniem wszyscy zdawali się już wiedzieć, że udało im się przekonać mnie do mówienia.
— Zapłacisz mi za to potem. — W przypływie odwagi zwróciłam się do naukowca i prawie pogroziłam mu palcem.
Laura spojrzała na swojego męża rozbrajającym wzrokiem, który mówił "te początki w związkach". Zignorowałam to i zaczęłam niespiesznie opowiadać. Wielokrotnie zacinałam się w trakcie, robiąc spore przerwy na zebranie myśli lub wypełnienie ust alkoholem, który nieustannie był dolewany ilekroć denko kubków pokazywało się oczom towarzystwa.
— Mieszkałam... Kilka miesięcy temu poznaliśmy się z Adrikiem. Wcześniej mieszkałam z trójką przyjaciół, których znałam ze szkoły. Byliśmy z tego samego internatu. Kiedy... Kiedy to wszystko się zaczynało nadal się uczyliśmy. Uciekliśmy w pierwszej fali, jeszcze zanim ogłoszono ewakuację. Mieliśmy informację od rodziców jednej z dziewczyn że dzieje się coś złego. Początkowo trzymaliśmy się blisko miasta, ale potem okazało się, że wbrew pozorom to najgorsza decyzja. Pokłóciliśmy się o to. Oni chcieli tam zostać, liczyli na to, że ktoś w końcu przyjedzie, że ktoś nam pomoże... — zacisnęłam dłoń na kubku i pociągnęłam z niego większy łyk — ale wszyscy wiemy, że nikt nie przyjdzie pomóc. — Spojrzałam się po twarzach ludzi. Zatrzymałam wzrok na Adriku, licząc na to że zobaczę coś co wskazywałoby jednak na to, że istnieje dla niego jakieś zagrożenie. Jednak nic na to nie wskazywało. Zdawał się tylko słuchać tego co mówiłam.  — Nie zamierzałam odłączać się od nich na stałe, ale wyszłam, a kiedy po kilku godzinach wróciłam wszystko... prawie że w ruinie. Część rzeczy poniszczona, inne wszędzie rozrzucone... Nikogo już nie było. Nie wiem czy to jacyś ludzie, czy te metamorfozy to zrobiły... Ale już nie spotkałam moich przyjaciół. Spotkałam za to Adrika... i jego przyjaciela — zobaczyłam jak nieznacznie unosi brew — Nerge.
— Ten idiota... — naukowiec wtrącił się nagle wyraźnie czymś rozbawiony.
— To nie idiota!
— Idiota i to zakochany. Zakochany w tobie.
Oniemiałam. Ściągnęłam brwi zastanawiając się nad tym co szatyn właśnie powiedział.
— Zmyślasz... Przecież znaliśmy się tylko...
— Podobałaś mu się. — Wtrącił szybko. Pogrywał ze mną czy chciał uwiarygodnić historię? — Dlatego dopiero kiedy on sam mi powiedział, zdałem sobie sprawę, że jestem zazdrosny.
Patrzyłam w ciszy na Adrika. Przy stole wytworzyło się napięcie, które byłam w stanie wyczuć nawet pomimo otępiałej głowy. Wpatrywałam się w duże oczy chłopaka, ale nie potrafiłam przetworzyć i zrozumieć ani jednej emocji którą w nich widziałam. Byłam zmęczona.
— Co się z nim stało? — gospodyni nie pozwoliła nam tkwić zbyt długo w ciszy.
Odwróciłam wzrok od naukowca i spojrzałam na nią. Zaczęłam nerwowo kiwać się na swoim stołku. Popijając kolejną porcję wina ułożyłam myśli w głowie.
— Złapali go. Adrik stanął w mojej obronie, kiedy metamorfoza... Fenrira chciała mnie zaatakować. Potem porwała się na Nerge. Nie daliśmy rady mu... — krzyknęłam kiedy krzesło nagle straciło równowagę. Najpierw był grzechot upadającego drewna, potem łomot kiedy równocześnie poczułam tępy ból czoła, którym uderzyłam w stół. Jęknęłam cicho, chowając się ciągle pod stołem.
— Ale wino nadal mam! — mruknęłam zwycięsko, unosząc nad stołem swój kubek. Usłyszałam głośne parsknięcie ze strony Adrika, a potem jego nie opanowany chichot. Reszta towarzystwa też mu zawtórowała.
Miałam oblepione palce, ale w pojemniku nadal czuć było charakterystyczny ciężar. W końcu udało mi się podnieść i usiąść na krześle, co również nie przyszło mi bez ponownego upadku w próbie znalezienia się na siedzisku. Roztarłam sobie czoło siedząc już bezpiecznie na miejscu. Jak tylko zauważyłam obce ręce kierujące się do mojego kubka, gwałtownie schwyciłam za naczynie. Będę go bronić!
— Wystarczy ci już. — w głosie Adrika czuć było, że jest niebezpiecznie blisko kolejnej serii niekontrolowanego śmiechu.
— Ale ja jeszcze piję!
— Wypiję za ciebie. — położył dłoń od góry, nakrywając wierzch kubka i przyciągając go w swoją stronę. Nadal trzymałam. — Potem nie wstajesz.
— I tak nie wstanę.
— Skończ opowiadać.
Zmierzyłam go spod przymrużonych powiek. Na pewno wcale nie wyglądał dużo lepiej niż ja. Miejscami przybladła twarz jawiła się intensywną czerwienią na policzkach a nawet skroni. W oczach było widać zmęczenie i zmatowienie wywołane alkoholem. Naciągnięte powieki nawet nieco mu nabrzmiały.
— A o czym mówiłam?
— Upiłeś nam gości Thomas. — Laura zwróciła się na wpół z wyrzutem na wpół z rozbawieniem do swojego małżonka. — Może wolicie wrócić już do siebie? Z chęcią posłucham waszej historii następnym razem.
— A, to o tym mówiłam! — podjęłam temat kiedy nagle mnie oświeciło — Nerge... — przypomniałam sobie gdzie skończyłam. Już nie do końca zdawałam sobie nawet sprawę z tego, że to co opowiadam jest tylko wymysłem. Miałam to w głowie i równie dobrze mogło być prawdziwe. — Znałam ich obu — wskazałam na Adrika — zaledwie koło dwóch tygodni. Może to już były trzy? Znaleźli nas w każdym bądź razie. I Adek mnie uratował. Zabrali Nerge ale Adek ze mną został. Ja sobie dopiero wtedy zaczęłam zdawać sprawę ile mu zawdzięczam. I zajmował się mną. I polubiłam go bardziej. Denerwował mnie bo miał zapędy do... No co? — urwałam kiedy zauważyłam nerwowy tik Adrika. — A z resztą nie ważne. Ale im dłużej byliśmy na siebie skazani tym bardziej zaczynało mi zależeć a bałam się że z nim będzie inaczej.
Thomas odprowadził nas do domku. Musiałam pilnie do toalety... Adrik jako pierwszy się przemył. Kiedy ja już się odświeżyłam zastałam chłopaka w łóżku, pod pościelą.
— Suń się — zwróciłam się do niego upartym tonem — i nie zbliżaj się nawet w nocy.
Szybko zanurzyłam się pod ciepłą kołdrą. Dużo lepiej niż na zewnątrz... W pokoju utrzymywała się chłodna temperatura, bo przed pójściem w gości zapomniałam pozamykać okna. Teraz za to ciepłe okrycie koiło mnie do snu.

Adriczek? Co myślisz o popijawie? 😏

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon