Od Jolanty Cd Adrik'a #4

Na wilcze jagody i prochy szamana, to przecież nie moja wina, że ptasie mięso zaczęło się natychmiastowo szybciej piec kiedy tylko opuściłam kuchnię! Całość nie mogła trwać aż tak długo... Z resztą, ciężar winy, którą obarczało mnie spojrzenie Nerge nie powinno znajdować się jedynie na mojej osobie! Gdyby nie nowo przybyły oraz bójka jaka powstała między nim a czarnowłosym, szybciej wróciłabym do paleniska. Kto wie, co by się działo jeśli nie opuściłabym schronu i ich nie rozproszyła. Nerge już teraz był mocno pokiereszowany, jednak i za Adrika nie mogłabym poświadczyć. Jeszcze ze szkoły pamiętam kilka sytuacji gdzie ciemnowłosy wdawał się w przepychanki i choć to on w większości z nich grał rolę 'kata' zdarzały się również sytuacje odwrotne. A wtedy dość często, choć nie w każdym przypadku okazywało się, że po upadku potrafi dać jeszcze popalić swojemu przeciwnikowi. Tak więc równie dobrze i Adrik mógł znaleźć się przygnieciony do twardej ziemi na zewnątrz. Chociaż był metamorfozą... To z pewnością w jakiś sposób wzmocniło jego organizm.
Ustawiłam mięso na stole kładąc pod spód porcelanowy talerz, aby nie zniszczyć drewnianej konstrukcji. Moje spojrzenie zatrzymało się na jasnowłosym. Stał się naszym gościem w chwili postawienia nogi u progu tego domku.
— Zjesz z nami? — spytałam uprzejmie.
Adrik przez chwilę wydawał się zaskoczony i nie odzywał się myśląc nad odpowiedzią. Zaraz jednak pokiwał głową na potwierdzenie.
— Z chęcią.
Skinęłam tylko głową i wyszłam na powrót do kuchni. Na trzy talerzyki nałożyłam wcześniej upieczone ziemniaczki (tym razem nie spalone), wzięłam ze sobą duży nóż i sztućce, które zaniosłam do pokoju.

***
Atmosfera w jadalni była jakby napikowana drobnymi igłami. Nieufne spojrzenia Nerge posyłane przybyszowi wypełniały pokój napiętą aurą. Od tego wszystkiego moje gardło ściskało się z nerwów.
Spojrzałam jeszcze raz na swój talerz. Wszystkiego zniknęło jedynie po trochu. Nie byłam w stanie przecisnąć czegokolwiek więcej przez usta. A gdybym to zrobiła zaraz chyba włączyłby mi się odruch wymiotny. W powietrzu, między sztywnymi spojrzeniami młodych mężczyzn zdecydowanie coś wisiało. Nerge wciąż mógł mieć za złe Adrik'owi to, że w ich starciu znalazł się na gorzej pozycji.
Odchrząknęłam najciszej jak potrafiłam. Potrzebowałam oczyścić gardło i przerwać tą bolącą w uszy ciszę.
— Adrik'u, jeśli wracałbyś akurat do miasta, mogłabym może przejść część drogi z tobą? Jeśli to nie problem oczywiście! W tamtych stronach powinno rosnąć kilka potrzebnych mi ziół.
Modzieniec uniósł na mnie zaskoczony wzrok, ale na jego twarzy natychmiast pojawił się miły uśmiech. Z kolei kruczowłosy wytrzeszczał ze zdziwienia swoje gałki.
— Nie mam z tym żadnego problemu... — zaczął gość jednak Nerge urwał jego wypowiedź wcinając się w środek.
— Też pójdę! — przez nagły, uniesiony głos przyjaciela aż się wzdrygnęłam. Dopiero po chwili dotarło do mnie co powiedział, a on sam, niepewnym tonem dodał — Mam coś do załatwienia w okolicy.
Ta, jaaasne. Przewróciłam oczami z rezygnacją i odwróciłam twarz w bok. Nerge siedział obok mnie dzięki czemu szansa na zobaczenie mojej miny spadała niemal do minimum. Właśnie poczułam się niczym zwierzątko. Małe i bezbronne, wobec którego mój przyjaciel czuje ogromną potrzebę pełnienia ochrony. Irytujące, a zarazem miłe. Jednak ostatnio spędzałam z nim też zbyt wiele czasu wspólnie i potrzebowałam chwili na oddech. Lepsza sytuacja raczej nie prędko znów by się trafiła, ale skoro chce iść nie jestem w stanie nic na to zaradzić.


Aaaadek?  ;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon